piątek, 29 listopada 2013

Prolog

Hej. ^^
No to tak. Na początku wszystko miało wyglądać inaczej,
ale w ostateczności wygląda to tak jak wygląda i nawet jestem zadowolona z atmosfery i całokształtu zaczynającego się opowiadania.
Jeśli chcecie bardziej wczuć się w atmosferę to naprawdę zachęcam do puszczenia sobie w tle tej piosenki, która także jest w temacie Dramione - http://m.youtube.com
watch?v=iE2zudraw4o&desktop_uri=%2Fwatch%3Fv%3DiE2zudraw4o
Są dwie części prologu. Pierwsza część jest bardziej tematyczna, a druga nawiązuje do życia po wojnie itp. 

Miłego czytania! :)
~ Patrycja / Wonderland123

***

   'Brązowowłosa dziewczyna stała bezsilnie na środku długiej, pogrążonej w mroku drogi. Drogi w środku lasu. Spojrzała pustym wzrokiem w górę. Na niebie widniała okrągła, złowieszcza tarcza księżyca, która była jedyną rzeczą rozświetlającą świat. Tylko ona trzymała ją jeszcze przy życiu. Dawała jej nadzieję. Nadzieję na wydostanie się z koszmaru. Do oczu napływały jej coraz większe łzy. Bezsilna dziewczyna upadła na kolana opuszczając głowę w dół, chowając w dłoniach. Nie mogła uwierzyć w to co się dzieje. To wszystko było jej największym koszmarem. Tym czego bała się najbardziej. Była sama, w ciemnościach, na środku opuszczonej drogi w środku lasu. Otworzyła oczy. Stało się coś co napełniło ją lękiem, ale też i nadzieją. Na drugim końcu drogi dostrzegła niewielkie migające iskierki. Iskierki światła. Światła jedynej latarni. W tej chwili to ono było dla niej najważniejsze. Musiała dotrzeć tam jak najszybciej! To była jej ostatnia szansa. Nie mogła jej zaprzepaścić. Teraz albo nigdy. Wstała z asfaltu i ruszyła przed siebie. Ignorowała wszystko. Po prostu biegła. Biegła coraz szybciej, tak aby tylko znaleźć się na końcu długiej drogi. Biegła bo to było jej nadzieją. Biegła, bo dla niej nie było nic ważniejszego. Była coraz bliżej. Zbliżała się z każdą sekundą. Od celu dzieliło ją zaledwie kilka metrów. Jeszcze tylko chwila. Jeden krok. Zwolniła. Zwahała się. Stanęła jak wryta przed smugą tajemniczego światła migającej latarni. Dotarła na miejsce. Jeszcze tylko krok, wyciągnięcie ręki, najmniejszy gest. Chciała to zrobić. Niby nic wielkiego, ale dla niej cały świat. Gdy już miała to zrobić, znaleźć się w centrum. Centrum jej świata. Znaleźć się tam gdzie tego pragnęła najbardziej.. Poczuła nagły, przeszywający ucisk w talii, zaciskający się coraz mocniej. Potem czyjąś rękę zakrywającą jej czerwone usta.
Teraz nie mogła zrobić już nic..'

***

   Otworzyła oczy i zerwała się do pozycji siedzącej z przenikliwym krzykiem. Oddychała o wiele szybciej niż powinna. Z jej czoła spływały krople potu. W oczach widać było panikę i zaskoczenie. Nie wiedziała gdzie jest i co się z nią dzieje. Starała się uspokoić, lecz nie mogła. Znowu to samo. Ten sam sen. Zawsze w tym samym miejscu. Zawsze odgrwyający ten sam scenariusz. 
Gdy trochę się uspokoiła zapaliła lampkę stojącą na szawce obok jej łóżka. Rozejrzała się wokół siebie. Wszystko wyglądało tak jak wcześniej. Ten sam średniej wielkości pokój z szaro-czekoladowymi ścianiami. Te same jasne meble z czerwonymi dodatkami. To samo pomieszczenie. Jej sypialnia.
Dziewczyna wstała z łóżka i podeszła do okna. Odsłoniła firankę i ujrzała, pomimo nocnej pory, to samo tętniące życiem miasto. Londyn. Jej miasto.
Bała się. Co jeśli dalej śni jej się koszmar? Co jeśli zaraz znowu stanie się coś strasznego? Co jeśli nie zdoła się od niego uwolnić? Zadawała sobie coraz to nowe pytania. Nie wiedziała co teraz powinna zrobić. Starała sobie uświadomić, że jest bezpieczna. Starała sobie uświadomić, że to był tylko zły sen. Toczyła wewnętrzną walkę między rozsądkiem a tym co czuła naprawdę.
Odwróciła się od okna i powojnym krokiem odeszła w stronę drzwi porowadzących na korytarz zwracając uwagę na każdy szczegół. Niepewnie chwyciła za klamkę i nacisnęła ją. Drzwi ustąpiły spokojnie się otwierając. Wyszła na korytarz. Rozglądając się zeszła po krętych schodach w dół, w stronę kuchni. Owa kuchnia była nie wielka, lecz urządzona w nowoczesnym stylu. Szatynka podeszła do pierwszej z brzegu szawki. Wyjęła z niej szklankę oraz butelkę ognistej whisky. Szklankę zapełniła do pełna srebrzystym płynem i skierowała kroki do salonu. Rozsiadła się na kanapie przed telewizorem zatapiając swoje smutki w alkoholu. 
   Gdy wypiła prawie całą, szklaną butlę trunku wstała z kanapy i poszła w stronę schodów prowadzących na piętro. Weszła do swojego pokoju i opadła na łóżko. Wypity alkohol dawał jej o sobie znać. Ostatnim spojrzeniem zaczczyciła mały zegar, stojący na komodzie obok lampy, który w tym momencie wskazywał godzinę 03.30. Leżała. Myślała. Wbrew pozorom była bardzo zmęczona i nawet nie spostrzegła kiedy usnęła. Całkowicie oddała się krainie snów. Krainie Morfeusza. Odpłynęła tam gdzie czuła się bezpieczna.

***

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - 


  Nastał kres wojny. Zapanował tak długo oczekiwany przez wszystkich czarodziei spokój. Dzięki Harry'emu wszystko zaczęło wracać do normy, ludzie przestali bać się wychodzić z domów i zaczęli na nowo cieszyć się życiem. Śmierciożercy zostali osadzeni w Azkabanie, gdzie od początku było ich miejsce. Po 2 miesiącach zakończono odbudowę Hogwartu. Szkoła magii znów była gotowa by ponieść wszelkie wymagania.  
 
  Teraz już nikt nie musiał bać się o przyszłość. Wszyscy znów mogli spać spokojnie nie bojąc się jutra. Każdy mógł oddać się przyjemniejszym sprawom niż walka o życie.
 
  Wszystko wreszcie wkroczyło na właściwą drogę..






1 komentarz: