czwartek, 26 grudnia 2013

Rozdział 3

Cześć!
No to mamy już 3 rozdział naszego opowiadania.
Przez przerwę świąteczną będę mieć trochę więcej czasu
i może dodam coś więcej.
Ten rozdział jest dość krótki
i jest tylko jednym ze wstępów do kolejnego.
Jestem średnio z niego zadowolona, ale sami oceńcie.
 
~ Patrycja 



<z punktu widzenia przyjaciół Hermiony>
 
***
 
   Ron od wczorajszych wydarzeń przed domem Hermiony nie mógł znaleźć sobie miejsca. Cały czas myśłał co zrobił źle i co tak dokładnie się stało. Za wszelką cenę chciał się dowiedzieć, co Malfoy robił u dziewczyny, którą od tak bardzo dawna kochał. Zawsze był o nią zazdrosny. Denerwował się jak rozmawiała z nieznanym mu chłopakiem, a gdy zobaczył tą blond fretkę u jej boku, wszystko w nim zawrzało jeszcze bardziej niż ostatnimi czasy. Rudy chłopak nie mógł wytrzymać walki myśli w jego głowie, musiał z kimś pogadać. Najlepszą opcją było wyciągnięcie na miasto swojego najlepszego przyjaciela. Bez wahania wyciągnął telefon z kieszeni i wybrał odpowiedni numer.
 
- Halo? - odezwał się głos w słuchawce.
- Cześć stary.. tu Ron. Możemy się spotkać? Muszę z Tobą jak najszybciej porozmawiać.
 
- A stało się coś..? - zapytał dość niepewnie przyjaciel.
 
- Wszystko Ci opowiem tylko musimy się spotkać.
 
- No dobra.. Co powiesz na Trzy Miotły?
 
- Ok. Widzimy się za godzinę.
 
- Spk. Do zobaczenia i trzymaj się stary.
 
- Nom. Cześć.. - powiedział już trochę spokojniejszym tonem, odłożył telefon.
 
Opadł z ulgą na kanapę. Będzie wreszcie mógł dać upust wszystkim drażniącym go emocjom. Myślał jeszcze chwilę o wszystkim i o niczym,
po tym udał się do kuchni zjeść coś przed wyjściem, a następnie wziął krótki prysznic. Gdy był już gotowy, teleportował się w miejsce spotkania, gdzie czekał na Harry'ego. Po jakiś 10 minutach ujrzał go wchodzącego do Pubu i kierującego się w jego stronę.
 
- Hej.. Sory za spóźnienie. Zagadałem się z Ginny.
 
- Nie na sprawy. Czekaj, pójdę po Ognistą. - powiedział po czym wstał od stołu.
 
Po chwili był już z powrotem z butelką whisky i dwoma szklankami. Usiadł na swoim miejscu i rozlał alkohol do obu naczyń.
 
- No to teraz o co chodzi? O czym chciałeś pogadać? - powiedział już nieco zniecierpliwiony Harry.
 
Rudzielec wypił na raz zawartość swojej szklanki i zaczął opowiadać.
 
- Byłem wczoraj u Hermiony. Chciałem zrobić jej niespodziankę, no wiesz. Nie zgadniesz kto do niej przyszedł jak rozmawiałem z nią na ganku.. Malfoy! Draco Malfoy!
 
- Żartujesz?!
 
- A wyglądam na takiego?! - wrzasnął zirytowany Ron.
 
- Co on u niej robił? - zapytał lekko zmieszany.
 
- Z tego, co zrozumiałem to byli umówieni.
 
Wybraniec aż zachłysnął się Ognistą.
 
- Że co?! Nieee.. To nie możliwe!
 
- No widzisz, a jednak! A najciekawsze, że ten dupek najpierw złamał mi nos, a potem Hermiona kazała mi się wynosić.
 
- Jak to? Tak po prostu?
 
Rudy zmieszał się nieco.. Wiedział, że źle zrobił nazywając Gryfonkę szlamą, ale nie panował wtedy nad sobą, nie mógł poradzić sobie z emocjami.
 
- Yyyy.. no nie zupełnie.. bo widzisz jaa.. ee.. noo..
 
- Wysłów się wreszcie! - wrzasnął Wybraniec.
 
- Nazwałem ją naiwną szlamą. - powiedział wreszcie speszony przyjaciel.
 
Poczerwieniał i spuścił głowę. Harry spojrzał na przyjaciela z szeroko otwartymi oczami. Jak on mógł ją tak nazwać? Przecież doskonale wiedział, że to jej słaby punkt. Sprawił jej dużą przykrość.
 
- No ja się wcale nie dziwie, że kazała Ci się wynieść. Też bym tak zrobił, bez zastanowienia. Co Ci w ogóle do tego pustego łba strzeliło?! Wiesz jak musiało być jej przykro. Pewnie płakała potem przez całą noc.
 
Wybraniec był bardzo zły na przyjaciela. Chłopak kochał Hermionę jak własną siostrę i nie mógł pozwolić, a nawet znieść myśli, że ktoś mógłby ją zranić. Rudy wpatrywał się w swoją szklankę z pustym wzrokiem. Było mu wstyd. Wiedział, że Harry ma rację. Gdy Chłopiec, Który Przeżył ochłonął trochę, ponownie zwrócił się do Rona.
 
- Z jakiej okazji Malfoy złamał Ci nos?
 
- Jak właśnie tak nazwałem Hermionę. Uderzył mnie, a kiedy zbierałem się z betonu i miałem zamiar mu oddać to ona kazała mi się wynosić.
 
Zielonooki w ciszy i spokoju analizował każde usłyszane słowo. Nie mógł wyobrazić sobie Malfoy'a stojącego w obronie Gryfonki nie czystej krwi. Przez te wszystkie lata poniżał ją, a teraz nagle stawał w jej obronie? Nie.. to było bardzo dziwne. Z rozmyśleń wyrwał go głos przyjaciela.
 
- Stary.. powiedz coś.
 
- Masz ją przeprosić. - powiedział rozkazującym tonem.
 
- Ja?! Po tym jak mnie potraktowała?! To ona powinna mnie przepraszać!
 
- O czym Ty mówisz?! To ty zrobiłeś jej niespodziewaną wizytę, naskoczyłeś, zamiast spokojnie porozmawiać, a na dodatek wyzwałeś ją i obraziłeś. Czy ty naprawdę sądzisz, że ona tu zawiniła?!
 
- Ale, ale.. Co ona niby robiła po nocach z tym dupkiem, hmm..?
 
- Nie wiem i to nie jest twoje sprawa.. ale.. ale możemy się tego dowiedzieć. Mam pomysł! Pójdziemy do niej i pogadamy. Jeden warunek: Masz ją przeprosić! I nie przyjmuję sprzeciwów. - powiedział surowo.
 
- No dobrze, dobrze .. przeproszę ją.



Reszta popołudnia minęła in raczej spokojnie. Rozmawiali, pili, aż w końcu po 2 godzinach rozeszli się do domów.
 
Harry teleportował się przed swój dom przy Grimmauld Place 12. Od niedawna mieszkał w nim razem z Ginny. Po gruntownym remoncie, i całkowitym wyrażeniu swojego artystycznego gustu Gin, okazał się całkiem przytulny. Otworzył drzwi głośno wołając.
 
- Ginny, wróciłem!
 
- Jestem w kuchni! Rozbierz się, umyj ręce i chodź, zaraz podam obiad!
 
Mężczyzna posłusznie wykonał wszystkie polecenia i skierował się do kuchni, gdzie dziewczyna kroiła warzywa do sałatki. Podszedł do niej. Jedną ręką objął w pasie, a drugą odgarnął jej długie włosy z szyi i lekko pocałował.
 
- Witaj kochanie.
 
- Gdzie byłeś?
 
- Spotkałem się z Twoim bratem. Chiał pilnie porozmawiać.
 
- Coś się stało?
 
- W sumie to tak.. opowiem Ci po obiedzie.
 
Przenieśli jedzenie na stół i w milczeniu zjedli posiłek. Ginny poszła do salonu, rozsiadając się na kanapie, a jej chłopak wrócił do kuchni po butelkę wina i kieliszki. Po chwili wrócił, usiadł obok niej, rozlał wino i z powagą opowiedział jej o wszystkim.
 
- Hmm.. to dziwne, nigdy bym nie powiedziała, że Miona mogłaby się spotykać z Malfoy'em, ale to ani trochę nie usprawiedliwia Rona. Ja już mu nagadam, jak go tylko spotkam, co za idiota!
 
- Spokojnie kotku.. mamy się z nią spotkać, a on obiecał, że ją przeprosi.
 
- W takim razie dobrze.. Muszę się z nią koniecznie jutro zobaczyć. Jestem bardzo ciekawa, co to za akcja z tą fretką.
 
- O! To świetny pomysł! Tobie na pewno wszystko powie.
 
- Na to nie licz kochanie. Jak będzie chciała to Wam też powie.
 
- Nieee.. nie możesz mi tego zrobić! Przecież.. - urwał, bo dziewczyna przerwała mu pocałunkiem.
 
- Jesteś niemożliwa.
 
- Wiem. Za to mnie kochasz..
 
Tym razem to on ją pocałował. Cały wieczór minął im w bardzo przyjemnej atmosferze.
 
***
 

środa, 18 grudnia 2013

Rozdział 2

Hej ^^
No to już mamy 2 rozdział w pełni skończony.
Wydaje mi się, że mogłoby być o wiele lepiej,
ale nie będę nic z tym robić bo to potrwa wieki.
Następny rozdział będzie po świętach, nie wcześniej.

Zapraszam do czytania i Wesołych Świąt ^^


***

   Nastał kolejny piękny dzień. Mimo zimowej pory bardzo ciepły i słoneczny w porównaniu z poprzednim. Przez okno prowadzące do pokoju brązowowłosej piękności prześlizgnęły się pierwsze promienie drażniącego słońca. Dziewczyna miała dziś dużo do zrobienia. Musiała także zająć się swoim czworonożnym przyjacielem. Przeciągnęła się zwinnie niczym kotka i już po chwili zeskoczyła z łóżka. Skierowała się w stronę dużej szafy, pokrywającej całą ścianę, naprzeciwko okna. Wybrała z niej odpowiedni zestaw ubrań i wyszła z pokoju, na korytarz, prosto do łazienki. Miała dziś zamiar udać się do miasta na drobne zakupy, a także wyjść na dłuższy spacer z Demonem. Gdy już się ubrała, doprowadziła włosy, makijaż do porządku wyszła z łazienki i zbiegła po schodach prosto do kuchni. Po drodze przywitała się serdecznie z psem, po czym zabrała się za przygotowywanie jedzenia. Po zjedzeniu kanapek i nakarmieniu zwierzaka oboje ruszyli do miasta.

***

   Draco wstał bardzo wcześnie. od rana nie mógł znaleźć sobie miejsca. Chodził po domu bez celu starając się zająć czymś bardziej interesującym niż bezsensowne układanie już i tak ułożonych rzeczy. Wydawał się być lekko zdenerwowany czy zdezorientowany. Myślał o pewnej brązowookiej dziewczynie. Od poprzedniego dnia, w którym ją spotkał nie myślał o niczym innym. Starał się robić coś innego, lecz nie mógł. Gdy wreszcie nadeszła 16.00 chłopak zaczął się szykować. Poszedł do łazienki, wziął szybki prysznic, narzucił na siebie błękitną koszulę z brązowymi łatami w miejscu łokci i podwinął w niej rękawy do połowy przedramienia. Założył czarne dżinsy,  doprowadził włosy do artystycznego nieładu i popsikał się swoimi ulubionymi perfumami. Gdy stwierdził, że jest gotowy spojrzał na zegarek, który pokazywał 30 po. Miał jeszcze pół godziny, ale uznał, że ma ochotę na spacer. Zabrał ze stołu klucze, portfel i różdżkę. Po chwili już go nie było.

***

   Hermiona prawie całe popołudnie spędziła w parku i na zakupach. Kupiła sukienkę w kolorach czerwieni, różne dodatki pasujące do kreacji i jakieś jedzenie. Same zakupy zajęły jej nie całe 2 godziny. Resztę czasu przesiedziała na ławce opserwując jak jej czworonożny zwierzak bawi się w najlepsze goniąc inne psiaki. Około 15.30 wróciła do domu. Postanowiła wziąć odprężającą kąpiel. Przygotowała wszystkie potrzebne rzeczy wraz z nowo zakupioną skukienką i poszła do łazienki. Napełniła wannę wodą, po czym dolała do niej swój ulubiony bananowy płyn do kąpieli. Zanużyła się w gorącej wodzie na chwilę zapominając o wszystkim. Po dość niechętnym wyjściu, wysuszyła się i zaczęła układać włosy przy pomocy różdżki. Spieła je w mały kok a wystające kosmyki delikatnie pofalowała, by wyglądały naturalnie. Po zrobieniu porządku z włosami zabrała się za makijaż, zakładanie sukienki i dodatków. Spojrzała z uśmiechem w lustro. Była całkowicie zadowolona ze swojego wyglądu, więc zeszła na dół nakarmić Demona i przygotować napoje. Powoli dochodziła 17.00, gdy usłyszała dzwonek do drzwi. Była pewna, że to Draco szybko podeszła do wejścia i bez wachania otworzyła je. Ku jej wielkiemu zaskoczeniu w drzwiach jej oczom nie ukazał się przystojny blondyn, lecz jej przyjaciel. Ron.

- Hej Miona! Co słychać? Ślicznie wyglądasz.

Szatynka była przerażona. Myśl o spotkaniu jej Rudego przyjaciela z Malfoy'em napawała ją lękiem. To mogłoby się źle skończyć.

- Cześć Ron, wszystko dobrze. Nie spodziewałam się Ciebie. Co tu robisz? Chyba nie byliśmy umówieni. - zapytała, starając się ukryć emocje.

- Tak wiem, ale chciałem ci zrobić niespodziankę. Cieszysz się?

- Cieszę się i dziękuje, to miło z twojej strony, ale tak się składa, że jestem dziś bardzo zajęta. Przepraszam Cię. Może wpadniesz kiedy indziej? - zaproponowała z cichą nadzieją.

- Hermi proszę, nie bądź taka.. Nawet godzinki dla starego przyjaciela nie znajdziesz?

- Niestety, bo widzisz Ron ja już jestem z kimś umó… - nagle urwała, gdyż zauważyła blond czuprynę Dracona, który właśnie przechodził przez furtkę.

Chłopak przez chwilę się zawahał, widząc tą rudą łasice stojącą naprzeciwko Hermiony, ale postanowił, że tym razem go zignoruje i zobaczy co w takiej sytuacji zrobi Gryfonka. Wiedział on doskonale, że Rudzielec go nienawidzi najbardziej ze wszystkich i jednocześnie podkochuje się w Granger. Był bardzo ciekawy co za moment się wydarzy. Ruszył, więc pewnym krokiem w stronę wejścia. Dziewczyna już wiedziała, że za chwilę zaczną się kłopoty. Blondyn wszedł na ganek i stanął tuż obok Rona. Uśmiechnął się i powiedział bardziej przyjaznym niż złośliwym tonem:

- Witaj Granger ..i ..Rudzielcu.

Hermiona od razu dostrzegła jak Ron robi się czerwony ze złości, co nigdy nie wróżyło nic dobrego.

- Malfoy!? Co ty tu do cholery robisz?! Wynoś się stąd natychmiast! - wykrzyczał.

-  Oj Weasley, Weasley.. Nie wydaje mi się żeby to był Twój dom, więc nie mam najmniejszego zamiaru się stąd ruszać. - powiedział ze złośliwym uśmiechem.

- Dobrze Ci radzę Malfoy zjeżdżaj stąd, ale już, bo Hermiona nie życzy sobie Twojej obecności, ty pieprzony śmierciożerco!

- Ron! Natychmiast przestań! - powiedziała stanowczo dziewczyna już bardzo poirytowana obecnością niespodziewanego gościa.

- O co ci chodzi Miona?! Chcesz mi powiedzieć, że masz zamiar przebywać z tym dupkiem? Nie, nie byłabyś aż tak głupia. Spokojnie, nie martw się zaraz się go pozbędę.

- Tak się składa Ronaldzie, że ten jak to ująłeś dupek jest dzisiaj moim gościem i nie pozwolę Ci go nigdzie wyrzucać! - powiedziała starając się opanować.

Draco słysząc te słowa uśmiechnął się szeroko tłumiąc w sobie śmiech. „No to przekonamy się kto teraz jest górą”- pomyślał patrząc na dalej czerwonego na twarzy Rudzielca.

- Słucham?! Ty chyba zwariowałaś?! Zadajesz się z naszym wrogiem?!

- To nie jest Twoja sprawa! Nie będę Ci się tłumaczyć z kim i kiedy się spotykam. Wiem co robię Ron, jestem dorosła!

Chłopak w tej chwili już nie wytrzymał. Zrobił krok w stronę dziewczyny, złapał mocno za ramiona i zaczął nią potrząsać.

- A właśnie, że będziesz mi się tłumaczyć i to teraz! - wykrzyczał z obłędem w oczach.

- Ałłłłł..!!! To boli! Ron puść mnie natychmiast!

Bezbronna dziewczyna zaczęła się szarpać co zaczęło sprawiać jej jeszcze większy ból. Blondyn obserwując przez jakiś czas całą sytuację postanowił wreszcie zareagować. Widział, że ta ruda łasica nie panuje nad sobą i może zrobić jej krzywdę. Złapał Weasleya za kark i jednym, płynnym ruchem odciągnął od brązowowłosej, co jeszcze bardziej rozwścieczyło chłopaka.

- Nie waż się mnie dotykać kretynie! Pożałujesz tego!

- Ron! Proszę Cię idź już. Porozmawiamy później. - jęknęła błagalnym głosem.

- Ah tak. Więc wolisz Jego ode mnie!? Świetnie! Teraz pokazałaś jaką jesteś żałosną, naiwną szlamą! - wysyczał przez zęby niemal z obrzydzeniem.

Dziewczynę całkiem zatkało. Ostatnie słowa wypowiedziane przez Rudzielca bardzo ją zabolały. Nigdy po nim by się tego nie spodziewała. Łzy same zaczęły spływać jej po policzkach, lecz szybko je starła i postanowiła nie pokazywać mu jak bardzo ją zranił. Zanim zdążyła w jakikolwiek sposób zareagować, zobaczyła jak blondyn z impetem uderza Rona prosto w nos, z którego natychmiast tryska krew, a Rudy spada ze schodów na chodnik. Szatynka cicho pisnęła, ale nic nie zrobiła, bo nie wiedziała co. Gdy Ronald zaczął wstawać z ziemi z zamiarem rzucenia się na Dracona, Hermiona zrozumiała, że musi coś zrobić.

- Dosyć..! - wrzasnęła - Ron, natychmiast wynoś się stąd! Nie chcę na Ciebie więcej patrzeć!

Była na prawdę wściekła zachowaniem swojego przyjaciela. Nie ma żadnego prawa mieszać się w jej życie prywatne, a tym bardziej mówić jej co ma robić i z kim się spotykać, co to to nie. Nigdy nie pozwoli aby ktokolwiek nią dyrygował. Jeszcze czego?! Zły chłopak wstał, spojrzał na nią z pogardą i powiedział:

- Świetnie! Zobaczysz, jeszcze sama przyjdziesz do mnie z płaczem, ale wiedz, że nie masz na co liczyć..!

Obrócił się na pięcie i wychodząc trzasnął furtką.
Dziewczyna prychnęła pod nosem na słowa Rudzielca i teraz już zwróciła się do stojącego obok niej Ślizgona.

- Strasznie Cię przepraszam, nie wiem co w niego wstąpiło.

- Ale ja wiem.. On jest po prostu zazdrosny. - powiedział uśmiechając się przy tym złośliwie, lecz z rozbawieniem.

- Nie pozwalaj sobie Malfoy. [ xD ] Wejdźmy już lepiej do środka. - zaproponowała ukrywając uśmiech.

Przesunęła się, by zrobić miejsce i wpuściła chłopaka przodem. Blondyn wszedł do środka i znalazł się w niewielkim, ale za to bardzo przytulnym przedpokoju. Ściany były w kolorach ciemnego brązu. Po prawej stronie stała biała szafa z dużym lustrem, a po lewej szafka z butami. Zdjął kurtkę i powiesił na jednym z wieszaków w szafie, a następnie poszedł za dziewczyną do dość obszernego salonu połączonego z kuchnią i jadalnią. Kolorami dominującymi były tutaj odcienie czerni, bieli i beżu. Na środku salonu stała brązowa, skórzana sofa, szklany stoik udekorowany niewielkim wazonem z różnokolorowymi kwiatami, dwa czerwone fotele od kompletu i kremowy dywan. Na ścianie widniał dość spory kominek z białej cegły. Draco po chwili rozsiadł się wygodnie na kanapie, która nieznacznie ugięła się pod jego ciężarem.

- Napijesz się czegoś? Wina, ognistej?

- Ooo.. Czyżby nasza wzorowa uczennica dysponowała takim trunkiem jak ognista? No, no, Granger zaskakujesz mnie. - powiedział z uznaniem i mrugnął do niej z uśmiechem.

- No to jak? Napijesz się? - ponowiła pytanie ignorując gest chłopaka.

- Z przyjemnością.

Dziewczyna zniknęła w kuchni. W tej samej chwili naprzeciwko Dracona pojawił się, znany mu już doberman, Demon. Zwierzak przyglądał się mu przez chwilę, po czym podszedł i zaczął skomleć jak szczeniak domagając się pieszczot. Młody ślizgon pogłaskał psa po głowie. W międzyczasie wróciła dziewczyna.

- Widzę, że cię polubił. - stwierdziła odkładając tacę, ze szklankami i butelką whisky, na stolik.

- Może i tak. - odpowiedział dalej gładząc psiaka, który zdążył wskoczyć usiąść na kanapie obok niego.

- A wiesz, że psy znają się na ludziach? Potrafią wyczuć kogoś dobrego .. albo złego. - mówiąc to, uśmiechnęła się szczerze do blondyna.

Był dość zszokowany jej uwagą, ale bez wahania odwzajemnił uśmiech. Zaraz po tym dziewczyna rozlała trunek do szklanek i jedną z nich podała chłopakowi.

- No to co? Może wypijmy za ponowne spotkanie i nowy początek? - uśmiechnął się łobuzersko.

- Za nowy początek!

Na raz, jednym tchem wypili całą szklankę bursztynowego płynu. Chłopak nie ukrywał zdziwienia. Nie sądził, że grzeczniutka Granger potrafiłaby wypić wszystko i nawet się przy tym nie skrzywić. Zaskoczyła go.
„Ona chyba nie jest taka grzeczna i ułożona jak mi się wydawało” - pomyślał i odstawił szklankę.

- Dobra, to może teraz zajmiemy się Twoją blizną. To naprawdę może trochę potrwać i od razu ostrzegam, że to może być trochę nieprzyjemne.

- Nie takie rzeczy się znosiło. - odpowiedziała ze śmiechem reagując na jego powagę i również odstawiła szklankę.

- Ostrzegałem

Wyciągnął różdżkę i złapał Gryfonkę za rękę. Zamknął oczy i zaczął powtarzać szeptem formułkę zaklęcia, wykonując przy tym kilka krótkich machnięć magicznym patykiem tuż nad jej dłonią. Z każdym jego słowem zaczynała odczuwać coraz większy ból. Jedynie myśl o pozbyciu się szpetnej blizny dodawała jej otuchy. Przymknęła oczy. Gdy zbliżała się już do kresu swojej wytrzymałości chłopak skończył nieszczęsne zaklęcie. Dziewczyna odetchnęła z ulgą. Nawet się nie spostrzegła kiedy minęło 20 min. Teraz chłopak sięgnął do kieszeni po fiolkę z eliksirem.

- Proszę. - powiedział wyciągając do niej rękę z eliksirem - Musisz wypić najmniej połowę.

- Co to jest? - zapytała z niepewnością w głosie - Skąd mam mieć pewność, że nie próbujesz mnie otruć? - zadrwiła.

- Eliksir, bez niego blizna całkowicie ci nie zejdzie. Wychodzi na to, że musisz mi zaufać.

- Nie wiem czy mogę Ci zaufać.

- Granger, nie marudź tyko to wypij.

Dziewczyna z oporem i niechęcią w końcu wzięła eliksir od chłopaka i szybkim ruchem przechyliła buteleczkę, sprawiając, że cały znalazł się w jej gardle. Smakował całkiem dobrze, co bardzo zdziwiło dziewczynę. Większość eliksirów, nawet tych bardzo przydatnych i częstych w użyciu smakują paskudnie.

- No i co? Jeszcze żyjesz. - powiedział ze złośliwym uśmieszkiem.

- Oj no już dobrze.. Powiedzmy, że teraz będę ci ufać... czasami.

- No, zuch dziewczynka. - pochwalił ją żartobliwie.

Pokazała mu środkowy palec i nalała do obu szklanek kolejną dawkę ognistej.

- Ej! Ty chcesz mnie upić?

- No nie mów mi Malfoy, że upijesz się dwoma szklankami whisky?

- Bardzo śmieszne.. Może nie dwoma, ale w takim tempie to się może różnie skończyć. - poruszył zabawnie brwiami i uśmiechnął się dwuznacznie do dziewczyny.

- A jednak nadal jesteś bezczelny. - westchnęła, wywracając oczami.

- Cóż, nie wszystko da się zmienić od razu. - powiedział.

Roześmiali się serdecznie. Przez następne dwie godziny rozmawiali o wszystkim i o niczym. Chłopak w pewnej chwili coś sobie przypomniał i ponownie sięgnął po różdżkę.

- No dobra, jeszcze tyko jedno zaklęcie i wszystko powinno zniknąć.

Dziewczyna uśmiechnęła się mimowolnie do chłopaka, a on ujął jej rękę i zaczął ponownie wypowiadać formułkę jakiegoś zaklęcia. Po 5 min blizna zniknęła.

- I już po wszystkim. Nie ma śladu. - powiedział patrząc na jej rękę.

- Dziękuje Ci, nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy! - krzyknęła z radością w głosie i przytuliła chłopaka.

Blondyn był on lekko zaskoczony tym gestem, ale również objął Gryfonkę i wtulił się w jej złociste loki. Trwali tak przez jakiś czas, ale romantyczne chwile przerwał Demon, który wskoczył na kanapę. Zaczął trącać właścicielkę nosem i wtykać się pomiędzy ich. Para oderwał się od siebie, dziewczyna czule, z rozbawianiem spojrzała na psa i pogłaskała go za uchem.

- No widzę że ktoś tu jest zazdrosny. - powiedział.

- Nie. On doskonale wie, że nie jesteś dla niego żadną konkurencją. - zażartowała.

- Ej! No teraz to powinienem się obrazić. - odparł, wydymając usta w dość dziwaczny sposób.

- No cóż Malfoy, trzeba spojrzeć prawdzie w oczy. On jest raczej zazdrosny o to, że nie skupiam na nim całej uwagi. Wie, że niedługo, znowu wracamy do Hogwartu a tam nie będę mu mogła poświęcać aż tyle czasu co teraz.

- Czyli widzę, że ty też planujesz dokończyć naukę w Hogwarcie?

- Jak to ja też? - odpowiedziała pytaniem na pytanie.

- No ja z Zabinim wracamy do szkoły, bo przez to całe zamieszanie z Voldemortem zaliczyliśmy tyko jeden semestr.

- Mam rozumieć, że cały, kolejny rok będę musiała się z Tobą użerać? - powiedziała robiąc oburzoną minę, ale widać było że się uśmiecha.

- Na to wygląda Granger.

Oboje zaczęli się śmiać. Rozmawiali jeszcze długo o Hogwarcie, o swoich planach na przyszłość i wielu innych sprawach aż zegar wskazał za dwadzieścia północ.

- Chyba powinienem się już zbierać, robi się późno.

Po tych słowach oboje skierowali się do wyjścia. Blondyn założył kurtkę, buty i w towarzystwie Gryfonki wyszedł na ganek.

- Jeszcze raz dziękuje, nie wiem jak Ci się odwdzięczę. - powiedziała.

- W sumie to ja mam już jeden pomysł. - powiedział z chytrym uśmiechem.

Widząc grymas na twarzy dziewczyny dodał.

- Spokojnie Granger.. po prostu chciałbym żebyś poszła ze mną do klubu w piątek. - powiedział tym razem łobuzerskim tonem.

Dziewczyna wahała się co odpowiedzieć. Nie była pewna czy powinna po raz kolejny umawiać się z blondynem.

- Nie wiem czy to dobry pomysł. - odparła starając się jakoś wybrnąć z sytuacji.

- Oj, no przestań Granger. Przecież cię nie ugryzę. - zaśmiał się i spojrzał wyczekująco na dziewczynę.

Miała nadal wątpliwości, ale ostatecznie pomyślała, że to przecież tylko wyjście do klubu. Przecież jest dorosła i może robić o chce, a poza tym on jej pomógł, więc powinna się zgodzić na jego propozycję

- No niech ci będzie. - odpowiedziała już ostatecznie.

- No to jesteśmy umówieni. Będę po Ciebie w piątek o 20 i masz być gotowa. Do zobaczenia.

Nie czekając na odpowiedz cmoknął dziewczynę w policzek i już go nie było. Teleportował się do swojego mieszkania. Uśmiech nie schodził mu z twarzy. Wiedział, że jest na dobrej drodze aby przekonać do siebie Gryfonkę. Sam nie wiedział dlaczego tak mu na tym zależało. Może dlatego że była tak nieprzystępna. Była zupełnie inna niż te wszystkie, puste laski. O nie, ona była zupełnie inna, pyskata i odważna, ale przy tym słodka i delikatna, no i oczywiście cholernie inteligentna. Rzadko spotyka się takie dziewczyny. Draco nawet wątpił, że takie istnieją; połączenie inteligencji i piękna - a jednak. Z takimi myślami udał się do łazienki, a potem do łóżka. Zasnął dość szybko. Nawet nie zdawał sobie sprawy jak bardzo był zmęczony.

***

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Rozdział 1

Siemango! ;p

Oto 1 rozdział mojego opowiadania. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Przyznaję się bez bicia, że czerpałam inspirację z różnych blogów, ale oczywiście większość to był mój pomysł. Osobiście jestem dość z niego zadowolona. Następny rozdział pojawi się wkrótce. Cierpliwości i miłego czytania. Jeśli Wam się spodoba to zostawcie po sobie jakiś ślad. To naprawdę wiele znaczy.


~ Patrycja / Wonderland123

***

   Zaczęła się długo wyczekiwana zima.
Wszystko zostało pokryte puszystym, białym puchem.
Świat z każdą chwilą stawał się coraz bardziej bajkowy i magiczny.


   Pierwsze dni grudnia okazały się wyjątkowo zimne i śnieżne. Nic nie wskazywało na zmianę pogody. Ulice Londynu opustoszały. Z powodu dużych opadów wiele dróg było nieprzejezdnych. Ludzie z wielką chęcią zostawali w domach ogrzewając się w płomieniach kominka i popijając gorącą czekoladę.

   Przez zaśnieżoną, parkową ścieżkę wolnym krokiem przechodził jasnowłosy chłopak - Draco. Bardzo lubił tu przychodzić. Było to idealne miejsce by pomyśleć i odprężyć się. Ostatnimi czasy w jego życiu zmieniło się bardzo dużo. Między innymi dlatego miał bardzo dużo czasu, który poświęcał na wszystko co zawsze chciał zrobić, a czego wcześniej zabraniał mu ojciec. Myślał o życiu, rodzinie, o wszystkim co zmieniło się po wojnie. Wyrzekł się ojca.. Otrzymał spory spadek od dziadka. A odkąd przestał służyć Czarnemu Panu zmienił się takżejego pogląd na świat i innych ludzi. Stał się bardziej tolerancyjny. Przestał gardzić ludźmi biedniejszymi czy nie czystej krwi, a co najważniejsze zdał sobie sprawę, że nie jest niczym lepszy od innych czarodziei tylko dlatego, że był arystokratą z rodu Blacków.

   Nagle z głębokiego zamyślenia wyrwało go uderzenie w coś, a raczej w kogoś, a konkretniej w piękną dziewczynę o kasztanowych włosach i głębokich brązowych oczach. Mimo tego, że była drobna i dość niska miała bardzo ładną figurę i wyglądała bardzo kobieco. Obok niej stał przepiękny, dość wysoki jak na swoją rasę, doberman. Zdezorientowana dziewczyna pod wpływem zderzenia wywróciła się na ziemię. Leżała na śniegu łapiąc się za głowę. Blądyn natychmiast oprzytomniał i w następnej chwili znalazł się tuż przy niej. Kucnął przy niej sprawdzając czy wszystko w porządku i bez zastanowienia podał jej rękę.


- Bardzo przepraszam, zamyśliłem się. - powiedział lekko zmieszany chłopak ze szczerym uśmiechem, a następnie pomógł dziewczynie stanąć na nogi.

- Nic się nie stało. To moja wina. Demon zobaczył kota w krzakach, nagle mi się wyrwał i wpadłam prosto na Pana. - powiedziała szatynka czerwieniąc się i podnosząc na niego wzrok ze śmiałym uśmiechem.

Blądyn przyjrzał jej się dokładniej i nagle zamarł. Totalnie go zamurowało. Patrzył dziewczynie w oczy z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Czy to możliwe? Dlaczego spotkał ją właśnie w tym miejscu? Wszędzie rozpoznałby ten głos i piękne, orzechowe oczy. To musiała być Granger. Gryfonka, którą poznał w Hogwarcie. Nie wyglądała ona tak jak dawniej. Owszem, zawsze była ładna ale teraz wyglądała jeszcze lepiej. Odkąd pamiętał była dla niego tylko nic nie wartą szlamą, zwykłą kujonką i to jeszcze z Gryffindoru. Nie zwracał na nią większej uwagi i nigdy nie myślał, że taka osoba mogłaby być ładna. Wcześniej nie potrafił tego dostrzec. A może nawet nie chciał tego zobaczyć.
Przez chwilę oboje tkwili w szoku, lecz pierwszy oprzytomniał chłopak i z braku innego pomysłu wybrnięcia z tej sytuacji odezwał się.


- Hej, kogo ja tu widzę? Czyżby Hermiona? Hermiona Granger?

Jasno włosy uśmiechnął się jeszcze szerzej widząc zaskoczenie dziewczyny widocznie malujące się na jej twarzy. Jednak nie dziwił jej się, w końcu gdyby spotkał na ulicy osobę, która upokarzała go przez tyle lat, a teraz nagle była dla niego miła też byłby zaskoczony. Nie wiadomo dlaczego, gdy ją zobaczył poczuł silną potrzebę naprawienia swoich dawnych błędów i poznania gryfonki, która prawdę mówiąc zawsze go fascynowała. Nigdy się do tego nie przyznał nawet przed samym sobą, bo to napewno uwłaczałoby jego godności. Lecz teraz gdy patrzył na nią, mógł śmiało stwierdzić, źe jest fascynującą osobą. Piękna, pyskata a jednocześnie słodka i cholernie inteligentna. Ta dziewczyna sama w sobie była zagadką.
Gdy szatynka otrząsneła się z pierwszego szoku wykrztusiła:


- M-Malfoy..?

- No chyba mi nie powiesz, że mnie nie poznajesz? - zapytał Ślizgon z uśmiechem.

- Takiej gęby się nie zapomina - odparła lekko zirytowana. - Nie spodziewałam się spotkać tu kogoś znajomego, a co dopiero Ciebie Malfoy.

- Ja tu się staram być miły, a ty tak niegrzecznie się do mnie odzywasz, oj grabisz sobie, nie ładnie Granger.

- Ty Malfoy? Miły? Proszę Cię! Nie rozśmieszaj mnie. - odparła z kpiną wyczuwalną w jej głosie.

- No to jak wyjaśnisz, że właśnie stoje na mrozie, rozmawiam z Tobą, choć wcale nie muszę, w dodatku jestem miły? A i jeszcze pomogłem Ci wstać, a mogłem pójść sobie i zostawić Cię tutaj.

Dziewczyna na zamyśliła się dalej patrząc mu w oczy, lecz po chwili odpowiedziała z jeszcze większą determinacją niż wcześniej:

 - A co z Twoją reputacją? Nie martwisz się, że ktoś nas zobaczy? Przecież jestem zwykłą, brudną szlamą. - zapytała blondyna wyrzutem.

- Nie zależy mi już na reputacji, ani na zdaniu innych. Wiele się zmieniło odkąd ostatnim razem się widzieliśmy. To chyba najwyższy czas by zacząć decydować o sobie, nie uważasz Granger?

Już dzisiaj drugi raz ją zaskoczył, ,,Co się z nim stało?", "Naćpał się czegoś, czy co?'' - pomyślała. Chłopak zachowywał sie zupełnie inaczej niż ten stary, ceniczny Malfoy, którego poznała, tak nienawiedziła i który od zawsze nią pomiatał. Swoją drogą wyprzystojniał od ich ostatniego spotkania,  co nie oznaczało, że wcześniej wyglądał gorzej. Miał lekko potargane włosy ułożone w artystycznym nieładzie. Ubrany był w ciemną, skórzaną kurtkę. W takim wydaniu najbardziej podobał się szatynce.

- Dobrze się czujesz? Co ty zrobiłeś z Malfoy'em? Od kiedy nie zależy ci na opinii innych?

- Czuję się bardzo dobrze Granger. Zmieniłem się. Już nie jestem taki jak wcześniej.

Widząc jej niedowierzającą minę dodał.

- Wiem co teraz możesz myśleć. Ludzie się nie zmieniają, tylko tak mówią a potem .. bla, bla, bla, ale.. - zamilkł na chwilę - prawda jest taka, że każdy popełnia w życiu błędy i niektórzy starają się je naprawić.

- Dlaczego miałabym ci wierzyć? - odezwała się

- Wiem, że niestety nigdy nie dałem ci powodu żebyś mogła mi teraz uwierzyć w jakiekolwiek kwestii, ale możesz się sama  przekonać, że nie kłamię. - powiedział z łobuzerskim uśmiechem.

- A.. a co masz dokładnie na myśli? - zapytała niepewnie.

 Była trochę zdenerwowana, co chłopak od razu wychwycił.  Nigdy po nim takich słów by się nie spodziewała. Czekając na jego odpowiedź, w jej głowie toczyła się walka między ciekawością a rozsądkiem. Z jednej strony była bardzo ciekawa czy blondyn na prawdę się zmienił i zrozumiał błędy, ale z drugiej strony było jej bardzo ciężko w to uwierzyć, że chłopak mogłby się od tak zmienić.

- No nie wiem.. - po chwili zastanowienia odparł - To może na początek spacer a potem zobaczymy? A może pójdziemy na lodowisko? Jak myślisz?

Brązowo włosa wahała się przed odpowiedzią, a gdy już miała odmówić, Demon nagle, bardzo gwałtownie szarpnął ją w przód. Pies znów zobaczył tego samego kota, przez którego dziewczyna wpadła na Malfoy'a. Miała runąć z hukiem na ziemię, gdy poczuła jak silne ramiona chłopaka łapią ją w talii i podnoszą do góry. Na początku kręciło jej się w głowie i nie wiedziała co się dzieje, lecz po chwili w pełni odzyskała świadomość. Poczuła zapach jego perfum. Stali tak patrząc sobie w oczy, lecz w końcu pierwsza obudziła się dziewczyna i trochę za szybko odsunęła się od chłopaka.

- Dziękuje. - powiedziała czując, że zaczyna się rumienić.

- No wiesz, coś za coś.. - odparł blądyn z tajemniczym uśmiechem.

- Pff.. i to ma być niby ta zmiana?

- Oj, no nie dąsaj się już tylko daj mi skończyć. Po prostu w zamian chciałbym, żebyś poszła ze mną na spacer. Chyba, że chcesz iść na lodowisko? Widzisz, nawet daje Ci wybór. - uśmiechnął się przy tam najbardziej przekonywująco jak potrafił i dodał:

- No nie daj się prosić.. - powiedział błagalnym głosem, którego nigdy w jego wydaniu jeszcze nie słyszała.

Brązowooka dziewczyna doszła do wniosku, że chłopak nie da jej spokoju póki się nie zgodzi. Lepiej mieć to z głowy i iść z nim na to głupie lodowisko. Przynajmniej przez chwilę się odprężę  - pomyślała.

- No niech ci będzie. - odparła po chwili.

- To jak Granger? Gdzie idziemy? - zapytał uradowany.

- hmm.. może być to lodowisko.

- No dobra to chodź,  idziemy. To kawał drogi.

I tak ruszyli przed siebie. Przechodzili zaśnieżonymi alejkami, a między nimi nie panowała niezręczna cisza, jakiej Hermiona już wcześniej się spodziewała. Rozmawiali całkiem swobodnie. Draco dużo opowiadał jej o sobie, o jego wcześniejszym życiu, o tym jak terroryzował go ojciec i pozbawił normalnego dzieciństwa, wpajając mu swoje niepoprawne poglądy. Opowiedział jej całą historię związaną ze służbą Czarnego Pana. Jak to wszystko się zaczęło i jak udało mu się to skończyć. Mówił też o tym jak Voldemort groził, że zabije jedyną osobę, na której aktualnie mu zależało i która naprawdę go kochała, czyli jego matkę i na końcu opowiedział o tym jak niedawno wyrzekł się ojca i opuścił swój dom rodzinny, na zawsze. Dziewczynie zrobiło się bardzo żal chłopaka. Bardzo chciała jakoś go pocieszyć, ale wszystko co przychodziło jej do głowy było żałosne i tandetne. Jednak blondyn przerwał dzielącą ich, krępującą ciszę i zaczął wypytywać się i interesować życiem dziewczyny. Gryfonka zaczęła opowiadać zasłuchanemu chłopakowi o swoich rodzicach i o wszystkim co było po dostaniu listu z Hogwartu. Draco uśmiechnął się widząc radość dziewczyny, która malowała się na jej twarzy podczas, gdy wspominała o miłych wspomnieniach sprzed kilku lat. W końcu opowiedziała mu nawet o poszukiwaniu horkruksów. Chłopak słuchał jej z wielkim zaciekawieniem dopóki nie doszła do pewnej przygody.

- ... i wtedy znaleźli nas szmalcownicy, jeden z nich zobaczył bliznę Harry'ego i przenieśli nas do twojego domu, a co było dalej tu już wiesz...

W tym momencie zmieniła wyraz twarzy i szybko złapała się za lewą rękę. Dopiero teraz chłopak zrozumiał .. ,,No tak, kochana ciocia Bellatrix" - pomyślał ze złością. Zatrzymał się i nagle złapał lewą rękę dziewczyny i delikatnie przyciągnął do siebie, zanim zdążyła zareagować. Blondyn szybko podciągnął rękaw jej płaszcza i ujrzał wyryty na jej skórze napis ,,Mudblood" [,,Szlama"]. Blizna była bardzo widoczna i dość głęboka. Brązowowłosa szybko wyrwała rękę z jego uścisku i niezręcznie poprawiła płaszcz. Dziewczyna wstydziła się tej blizny i to bardzo. Zawsze starała się ukryć ją pod ubraniami. Nawet w najcieplejsze dni nosiła ubrania z długimi rękawami. Wszystko tylko by zakryć nieszczęsne znamię. Żadne zaklęcia maskujące czy mikstury nie dawały żadnego skutku. Po chwili dziwczyna powiedziała smutnym głosem:  

- Robiłam wszystko żeby się jej pozbyć. Czary, eliksiry, a nawet mugolskie sposoby nie podziałały, nic nie daje najmniejszego efektu. - powiedziała cicho starając się stłumić łzy napływające jej do oczu. Nie musiała powtarzać, chłopak usłyszał ją za pierwszym razem.

- Nie dziwię się. Ten nóż, którym Cię torturowała ta wariatka, to stara rodzinna pamiątka rodu Blacków. Przez te wszystkie lata rzucono na niego wiele zaklęć i klątw. Przez to usunięcie blizn po nim jest nie możliwe, chyba, że jest się spokrewnionym z tym rodem.
Hermiona teraz posmutniała jeszcze bardziej niż wcześniej. W tym momencie straciła ostatnią nadzieję jaką miała. Nadzieję, że kiedykolwiek pozbędzie się tej paskudnej blizny. Chłopak od razu wychwycił zmiankę jej nastroju.

- Hej, nie smuć się tak! Zapomniałaś, że przed Tobą stoi syn kobiety, która należała do rodu Blacków?  
Dziewczyna patrzyła na niego z wielkimi z niedowierzania oczami, a on tylko się uśmiechnął.

- Naprawdę mógłbyś mi pomóc..?

- Może .. - uśmiechnął się z szyderczym uśmiechem.

- Malfoy.. proszę. Nie wiesz nawet jak długo na to czekałam. - poprosiła z błagalnym spojrzeniem.

- Nie ... - nie zdążył dokończyć, bo szatynka brutalnie mu przerwała.

- Draco! Proszę. - powiedziała nawet nie zdjąc sobie sprawy, że po raz pierwszy w jego obecności użyła jego imienia.

- Granger daj mi dokończyć! Chciałem powiedzieć, że nie w tej chwili, bo potrzebuję kilka rzeczy, ale jutro jak najbardziej mogę ci pomóc.

Zarumieniła się. Trochę za szybko wyrwała się z prośbą, ale to było dla niej naprawdę ważne. Teraz dzięki niemu jedno z jej największych pragnień nareszcie się spełni, pozbędzie się tej nieszczęsnej pamiątki. Miała ochotę rzucić się chłopakowi na szyje i mocno go przytulic ale opanowała się przed ryzykownym uczuciem.

- To może wpadniesz do mnie jutro po południu? Oczywiście o ile masz czas? - powiedziała dość szybko i z szerokim uśmiechem.

- Tak się składa, że mam. To jak, 17? - zaproponował

- Oczywiście. - odparła uradowana dziewczyna.

Wtedy odruchowo spojrzała na zegarek, była już 20. Spacerowali tak jakieś 2 godziny, a nawet nie zdążyli dojść do lodowiska.

- Na Merlina! Już 20! Muszę  wracać, Demon już na pewno zgłodniał. Obiecuję Ci, że następnym razem pójdziemy na te łyżwy.

- Odprowadzę Cię. - powiedział z determinacją chłopak.

- Nie trzeba poradzę sobie. - zapewniała dziewczyna.

- I tak muszę wiedzieć gdzie mieszkasz, bo jutro do Ciebie nie trafię, a poza tym jest już ciemno i wolałbym nie zostawiać Cię samej.

- Nie martw się, jestem już duża. Dałabym sobie radę. - powiedziała krzyżując ręce na piersi - Ale rzeczywiście jakoś musisz jutro do mnie trafić, więc chodźmy. Robi się zimno.

Ruszyli więc w stronę wyjścia z parku, który wbrew pozorom był naprawdę wielki. Okazało się że dom Hermiony znajduje się bardzo blisko. Droga do niego zajęła im zaledwie 5 min. Budynek nie był zbyt duży, lecz dla niej w sam raz. Z przodu był idealnie przystrzyżony trawnik i kilka drzew. Po prawej był garaż, a po lewej taras. Cały dom był w czerwonym kolorze z szarym dachem. Doszli już do furtki gdy dziewczyna zatrzymała się i powiedziała:

- No i jesteśmy na miejscu. Dziękuje Ci bardzo za odprowadzenie, no i.. do jutra Draco.

- Nie ma za co. Do jutra.

Przybliżył się nieco i cmoknął dziewczynę w policzek. Zrobił dwa kroki w tył dalej patrząc jej w oczy i teleportował się, zostawiając oniemiałą Hermionę samą.
Zszokowana Gryfona stała jeszcze przez chwilę patrząc w miejsce gdzie przed sekundą stał blądyn, a następnje ruszyła do domu z kompletnym mentlikiem w głowie, za który odpowiedzialny był pewien przystojny Ślizgon.

***

   Draco wrócił do swojego nowego apartamentu, który kupił zaraz po odejściu z domu. Otworzył drzwi i wszedł do środka. Mieszkanie było bardzo nowoczesne. Salon połączony z kuchnią w kolorach bieli i czerni z domieszkami szmaragdu, jak przystało na prawdziwego ślizgona. Rozebrał się i wszedł do pomieszczenia, aby przygotować sobie kolację. Pochłonięty był myślami, które kręciły się wokół pewnej uroczej Gryfonki. Po raz pierwszy miał okazję z nią tak normalnie porozmawiać, bo zazwyczaj tylko warczeli na siebie. Musiał przyznać, że nie mylił się. Dziewczyna była naprawdę niezwykła, a rozmowa z nią sprawiała mu wiele przyjemności, której zwykle nie czerpał z rozmowy z żadną inną dziewczyną. Pewnie dlatego, że każda tylko śliniła się na jego widok i trajkotała w kółko o zakupach, paznokciach i ciuchach - aż nieprzyjemne ciarki przeszły mu po plecach, na samo wspomnienie o nich. Natomiast Granger była inna, można z nią było rozmawiać na różne tematy. Od tych inteligentnych rozmów do tych co były aż tak głupie, że nie przestawali się śmiać przez długi czas. Tak czy siak nie dało się z nią nudzić, a do tego była bardzo piękna, jednym słowem ideał.
„Uważaj Smoku bo się jeszcze zakochasz” - szepnął mu jakiś głosik w jego głowie ale on tylko prychnął i skończył jeść wcześniej przygotowaną przez niego sałatkę.
Z takimi myślami ruszył pod prysznic, a potem gdy już się ogarnął poszedł do swojej sypialni. Była ona całkiem duża. Po prawej stało sporych rozmiarów łóżko z czarną pościelą, ściany były pomalowane na ciemno szary kolor. Po lewej znajdowało się wyjście na spory balkon, z którego roztaczał się piękny widok na Londyn. Blondyn był dość zmęczony więc udał się w stronę łóżka, wślizgnął się pod kołdrę i już po chwili zatopił się w objęciach Morfeusza.


***

piątek, 29 listopada 2013

Prolog

Hej. ^^
No to tak. Na początku wszystko miało wyglądać inaczej,
ale w ostateczności wygląda to tak jak wygląda i nawet jestem zadowolona z atmosfery i całokształtu zaczynającego się opowiadania.
Jeśli chcecie bardziej wczuć się w atmosferę to naprawdę zachęcam do puszczenia sobie w tle tej piosenki, która także jest w temacie Dramione - http://m.youtube.com
watch?v=iE2zudraw4o&desktop_uri=%2Fwatch%3Fv%3DiE2zudraw4o
Są dwie części prologu. Pierwsza część jest bardziej tematyczna, a druga nawiązuje do życia po wojnie itp. 

Miłego czytania! :)
~ Patrycja / Wonderland123

***

   'Brązowowłosa dziewczyna stała bezsilnie na środku długiej, pogrążonej w mroku drogi. Drogi w środku lasu. Spojrzała pustym wzrokiem w górę. Na niebie widniała okrągła, złowieszcza tarcza księżyca, która była jedyną rzeczą rozświetlającą świat. Tylko ona trzymała ją jeszcze przy życiu. Dawała jej nadzieję. Nadzieję na wydostanie się z koszmaru. Do oczu napływały jej coraz większe łzy. Bezsilna dziewczyna upadła na kolana opuszczając głowę w dół, chowając w dłoniach. Nie mogła uwierzyć w to co się dzieje. To wszystko było jej największym koszmarem. Tym czego bała się najbardziej. Była sama, w ciemnościach, na środku opuszczonej drogi w środku lasu. Otworzyła oczy. Stało się coś co napełniło ją lękiem, ale też i nadzieją. Na drugim końcu drogi dostrzegła niewielkie migające iskierki. Iskierki światła. Światła jedynej latarni. W tej chwili to ono było dla niej najważniejsze. Musiała dotrzeć tam jak najszybciej! To była jej ostatnia szansa. Nie mogła jej zaprzepaścić. Teraz albo nigdy. Wstała z asfaltu i ruszyła przed siebie. Ignorowała wszystko. Po prostu biegła. Biegła coraz szybciej, tak aby tylko znaleźć się na końcu długiej drogi. Biegła bo to było jej nadzieją. Biegła, bo dla niej nie było nic ważniejszego. Była coraz bliżej. Zbliżała się z każdą sekundą. Od celu dzieliło ją zaledwie kilka metrów. Jeszcze tylko chwila. Jeden krok. Zwolniła. Zwahała się. Stanęła jak wryta przed smugą tajemniczego światła migającej latarni. Dotarła na miejsce. Jeszcze tylko krok, wyciągnięcie ręki, najmniejszy gest. Chciała to zrobić. Niby nic wielkiego, ale dla niej cały świat. Gdy już miała to zrobić, znaleźć się w centrum. Centrum jej świata. Znaleźć się tam gdzie tego pragnęła najbardziej.. Poczuła nagły, przeszywający ucisk w talii, zaciskający się coraz mocniej. Potem czyjąś rękę zakrywającą jej czerwone usta.
Teraz nie mogła zrobić już nic..'

***

   Otworzyła oczy i zerwała się do pozycji siedzącej z przenikliwym krzykiem. Oddychała o wiele szybciej niż powinna. Z jej czoła spływały krople potu. W oczach widać było panikę i zaskoczenie. Nie wiedziała gdzie jest i co się z nią dzieje. Starała się uspokoić, lecz nie mogła. Znowu to samo. Ten sam sen. Zawsze w tym samym miejscu. Zawsze odgrwyający ten sam scenariusz. 
Gdy trochę się uspokoiła zapaliła lampkę stojącą na szawce obok jej łóżka. Rozejrzała się wokół siebie. Wszystko wyglądało tak jak wcześniej. Ten sam średniej wielkości pokój z szaro-czekoladowymi ścianiami. Te same jasne meble z czerwonymi dodatkami. To samo pomieszczenie. Jej sypialnia.
Dziewczyna wstała z łóżka i podeszła do okna. Odsłoniła firankę i ujrzała, pomimo nocnej pory, to samo tętniące życiem miasto. Londyn. Jej miasto.
Bała się. Co jeśli dalej śni jej się koszmar? Co jeśli zaraz znowu stanie się coś strasznego? Co jeśli nie zdoła się od niego uwolnić? Zadawała sobie coraz to nowe pytania. Nie wiedziała co teraz powinna zrobić. Starała sobie uświadomić, że jest bezpieczna. Starała sobie uświadomić, że to był tylko zły sen. Toczyła wewnętrzną walkę między rozsądkiem a tym co czuła naprawdę.
Odwróciła się od okna i powojnym krokiem odeszła w stronę drzwi porowadzących na korytarz zwracając uwagę na każdy szczegół. Niepewnie chwyciła za klamkę i nacisnęła ją. Drzwi ustąpiły spokojnie się otwierając. Wyszła na korytarz. Rozglądając się zeszła po krętych schodach w dół, w stronę kuchni. Owa kuchnia była nie wielka, lecz urządzona w nowoczesnym stylu. Szatynka podeszła do pierwszej z brzegu szawki. Wyjęła z niej szklankę oraz butelkę ognistej whisky. Szklankę zapełniła do pełna srebrzystym płynem i skierowała kroki do salonu. Rozsiadła się na kanapie przed telewizorem zatapiając swoje smutki w alkoholu. 
   Gdy wypiła prawie całą, szklaną butlę trunku wstała z kanapy i poszła w stronę schodów prowadzących na piętro. Weszła do swojego pokoju i opadła na łóżko. Wypity alkohol dawał jej o sobie znać. Ostatnim spojrzeniem zaczczyciła mały zegar, stojący na komodzie obok lampy, który w tym momencie wskazywał godzinę 03.30. Leżała. Myślała. Wbrew pozorom była bardzo zmęczona i nawet nie spostrzegła kiedy usnęła. Całkowicie oddała się krainie snów. Krainie Morfeusza. Odpłynęła tam gdzie czuła się bezpieczna.

***

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - 


  Nastał kres wojny. Zapanował tak długo oczekiwany przez wszystkich czarodziei spokój. Dzięki Harry'emu wszystko zaczęło wracać do normy, ludzie przestali bać się wychodzić z domów i zaczęli na nowo cieszyć się życiem. Śmierciożercy zostali osadzeni w Azkabanie, gdzie od początku było ich miejsce. Po 2 miesiącach zakończono odbudowę Hogwartu. Szkoła magii znów była gotowa by ponieść wszelkie wymagania.  
 
  Teraz już nikt nie musiał bać się o przyszłość. Wszyscy znów mogli spać spokojnie nie bojąc się jutra. Każdy mógł oddać się przyjemniejszym sprawom niż walka o życie.
 
  Wszystko wreszcie wkroczyło na właściwą drogę..