Siemango! ;p
Oto 1 rozdział mojego opowiadania. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Przyznaję się bez bicia, że czerpałam inspirację z różnych blogów, ale oczywiście większość to był mój pomysł. Osobiście jestem dość z niego zadowolona. Następny rozdział pojawi się wkrótce. Cierpliwości i miłego czytania. Jeśli Wam się spodoba to zostawcie po sobie jakiś ślad. To naprawdę wiele znaczy.
~ Patrycja / Wonderland123
***
Zaczęła się długo wyczekiwana zima.
Wszystko zostało pokryte puszystym, białym puchem.
Świat z każdą chwilą stawał się coraz bardziej bajkowy i magiczny.
Pierwsze dni grudnia okazały się wyjątkowo zimne i śnieżne. Nic nie wskazywało na zmianę pogody. Ulice Londynu opustoszały. Z powodu dużych opadów wiele dróg było nieprzejezdnych. Ludzie z wielką chęcią zostawali w domach ogrzewając się w płomieniach kominka i popijając gorącą czekoladę.
Przez zaśnieżoną, parkową ścieżkę wolnym krokiem przechodził jasnowłosy chłopak - Draco. Bardzo lubił tu przychodzić. Było to idealne miejsce by pomyśleć i odprężyć się. Ostatnimi czasy w jego życiu zmieniło się bardzo dużo. Między innymi dlatego miał bardzo dużo czasu, który poświęcał na wszystko co zawsze chciał zrobić, a czego wcześniej zabraniał mu ojciec. Myślał o życiu, rodzinie, o wszystkim co zmieniło się po wojnie. Wyrzekł się ojca.. Otrzymał spory spadek od dziadka. A odkąd przestał służyć Czarnemu Panu zmienił się takżejego pogląd na świat i innych ludzi. Stał się bardziej tolerancyjny. Przestał gardzić ludźmi biedniejszymi czy nie czystej krwi, a co najważniejsze zdał sobie sprawę, że nie jest niczym lepszy od innych czarodziei tylko dlatego, że był arystokratą z rodu Blacków.
Nagle z głębokiego zamyślenia wyrwało go uderzenie w coś, a raczej w kogoś, a konkretniej w piękną dziewczynę o kasztanowych włosach i głębokich brązowych oczach. Mimo tego, że była drobna i dość niska miała bardzo ładną figurę i wyglądała bardzo kobieco. Obok niej stał przepiękny, dość wysoki jak na swoją rasę, doberman. Zdezorientowana dziewczyna pod wpływem zderzenia wywróciła się na ziemię. Leżała na śniegu łapiąc się za głowę. Blądyn natychmiast oprzytomniał i w następnej chwili znalazł się tuż przy niej. Kucnął przy niej sprawdzając czy wszystko w porządku i bez zastanowienia podał jej rękę.
- Bardzo przepraszam, zamyśliłem się. - powiedział lekko zmieszany chłopak ze szczerym uśmiechem, a następnie pomógł dziewczynie stanąć na nogi.
- Nic się nie stało. To moja wina. Demon zobaczył kota w krzakach, nagle mi się wyrwał i wpadłam prosto na Pana. - powiedziała szatynka czerwieniąc się i podnosząc na niego wzrok ze śmiałym uśmiechem.
Blądyn przyjrzał jej się dokładniej i nagle zamarł. Totalnie go zamurowało. Patrzył dziewczynie w oczy z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Czy to możliwe? Dlaczego spotkał ją właśnie w tym miejscu? Wszędzie rozpoznałby ten głos i piękne, orzechowe oczy. To musiała być Granger. Gryfonka, którą poznał w Hogwarcie. Nie wyglądała ona tak jak dawniej. Owszem, zawsze była ładna ale teraz wyglądała jeszcze lepiej. Odkąd pamiętał była dla niego tylko nic nie wartą szlamą, zwykłą kujonką i to jeszcze z Gryffindoru. Nie zwracał na nią większej uwagi i nigdy nie myślał, że taka osoba mogłaby być ładna. Wcześniej nie potrafił tego dostrzec. A może nawet nie chciał tego zobaczyć.
Przez chwilę oboje tkwili w szoku, lecz pierwszy oprzytomniał chłopak i z braku innego pomysłu wybrnięcia z tej sytuacji odezwał się.
- Hej, kogo ja tu widzę? Czyżby Hermiona? Hermiona Granger?
Jasno włosy uśmiechnął się jeszcze szerzej widząc zaskoczenie dziewczyny widocznie malujące się na jej twarzy. Jednak nie dziwił jej się, w końcu gdyby spotkał na ulicy osobę, która upokarzała go przez tyle lat, a teraz nagle była dla niego miła też byłby zaskoczony. Nie wiadomo dlaczego, gdy ją zobaczył poczuł silną potrzebę naprawienia swoich dawnych błędów i poznania gryfonki, która prawdę mówiąc zawsze go fascynowała. Nigdy się do tego nie przyznał nawet przed samym sobą, bo to napewno uwłaczałoby jego godności. Lecz teraz gdy patrzył na nią, mógł śmiało stwierdzić, źe jest fascynującą osobą. Piękna, pyskata a jednocześnie słodka i cholernie inteligentna. Ta dziewczyna sama w sobie była zagadką.
Gdy szatynka otrząsneła się z pierwszego szoku wykrztusiła:
- M-Malfoy..?
- No chyba mi nie powiesz, że mnie nie poznajesz? - zapytał Ślizgon z uśmiechem.
- Takiej gęby się nie zapomina - odparła lekko zirytowana. - Nie spodziewałam się spotkać tu kogoś znajomego, a co dopiero Ciebie Malfoy.
- Ja tu się staram być miły, a ty tak niegrzecznie się do mnie odzywasz, oj grabisz sobie, nie ładnie Granger.
- Ty Malfoy? Miły? Proszę Cię! Nie rozśmieszaj mnie. - odparła z kpiną wyczuwalną w jej głosie.
- No to jak wyjaśnisz, że właśnie stoje na mrozie, rozmawiam z Tobą, choć wcale nie muszę, w dodatku jestem miły? A i jeszcze pomogłem Ci wstać, a mogłem pójść sobie i zostawić Cię tutaj.
Dziewczyna na zamyśliła się dalej patrząc mu w oczy, lecz po chwili odpowiedziała z jeszcze większą determinacją niż wcześniej:
- A co z Twoją reputacją? Nie martwisz się, że ktoś nas zobaczy? Przecież jestem zwykłą, brudną szlamą. - zapytała blondyna wyrzutem.
- Nie zależy mi już na reputacji, ani na zdaniu innych. Wiele się zmieniło odkąd ostatnim razem się widzieliśmy. To chyba najwyższy czas by zacząć decydować o sobie, nie uważasz Granger?
Już dzisiaj drugi raz ją zaskoczył, ,,Co się z nim stało?", "Naćpał się czegoś, czy co?'' - pomyślała. Chłopak zachowywał sie zupełnie inaczej niż ten stary, ceniczny Malfoy, którego poznała, tak nienawiedziła i który od zawsze nią pomiatał. Swoją drogą wyprzystojniał od ich ostatniego spotkania, co nie oznaczało, że wcześniej wyglądał gorzej. Miał lekko potargane włosy ułożone w artystycznym nieładzie. Ubrany był w ciemną, skórzaną kurtkę. W takim wydaniu najbardziej podobał się szatynce.
- Dobrze się czujesz? Co ty zrobiłeś z Malfoy'em? Od kiedy nie zależy ci na opinii innych?
- Czuję się bardzo dobrze Granger. Zmieniłem się. Już nie jestem taki jak wcześniej.
Widząc jej niedowierzającą minę dodał.
- Wiem co teraz możesz myśleć. Ludzie się nie zmieniają, tylko tak mówią a potem .. bla, bla, bla, ale.. - zamilkł na chwilę - prawda jest taka, że każdy popełnia w życiu błędy i niektórzy starają się je naprawić.
- Dlaczego miałabym ci wierzyć? - odezwała się
- Wiem, że niestety nigdy nie dałem ci powodu żebyś mogła mi teraz uwierzyć w jakiekolwiek kwestii, ale możesz się sama przekonać, że nie kłamię. - powiedział z łobuzerskim uśmiechem.
- A.. a co masz dokładnie na myśli? - zapytała niepewnie.
Była trochę zdenerwowana, co chłopak od razu wychwycił. Nigdy po nim takich słów by się nie spodziewała. Czekając na jego odpowiedź, w jej głowie toczyła się walka między ciekawością a rozsądkiem. Z jednej strony była bardzo ciekawa czy blondyn na prawdę się zmienił i zrozumiał błędy, ale z drugiej strony było jej bardzo ciężko w to uwierzyć, że chłopak mogłby się od tak zmienić.
- No nie wiem.. - po chwili zastanowienia odparł - To może na początek spacer a potem zobaczymy? A może pójdziemy na lodowisko? Jak myślisz?
Brązowo włosa wahała się przed odpowiedzią, a gdy już miała odmówić, Demon nagle, bardzo gwałtownie szarpnął ją w przód. Pies znów zobaczył tego samego kota, przez którego dziewczyna wpadła na Malfoy'a. Miała runąć z hukiem na ziemię, gdy poczuła jak silne ramiona chłopaka łapią ją w talii i podnoszą do góry. Na początku kręciło jej się w głowie i nie wiedziała co się dzieje, lecz po chwili w pełni odzyskała świadomość. Poczuła zapach jego perfum. Stali tak patrząc sobie w oczy, lecz w końcu pierwsza obudziła się dziewczyna i trochę za szybko odsunęła się od chłopaka.
- Dziękuje. - powiedziała czując, że zaczyna się rumienić.
- No wiesz, coś za coś.. - odparł blądyn z tajemniczym uśmiechem.
- Pff.. i to ma być niby ta zmiana?
- Oj, no nie dąsaj się już tylko daj mi skończyć. Po prostu w zamian chciałbym, żebyś poszła ze mną na spacer. Chyba, że chcesz iść na lodowisko? Widzisz, nawet daje Ci wybór. - uśmiechnął się przy tam najbardziej przekonywująco jak potrafił i dodał:
- No nie daj się prosić.. - powiedział błagalnym głosem, którego nigdy w jego wydaniu jeszcze nie słyszała.
Brązowooka dziewczyna doszła do wniosku, że chłopak nie da jej spokoju póki się nie zgodzi. Lepiej mieć to z głowy i iść z nim na to głupie lodowisko. Przynajmniej przez chwilę się odprężę - pomyślała.
- No niech ci będzie. - odparła po chwili.
- To jak Granger? Gdzie idziemy? - zapytał uradowany.
- hmm.. może być to lodowisko.
- No dobra to chodź, idziemy. To kawał drogi.
I tak ruszyli przed siebie. Przechodzili zaśnieżonymi alejkami, a między nimi nie panowała niezręczna cisza, jakiej Hermiona już wcześniej się spodziewała. Rozmawiali całkiem swobodnie. Draco dużo opowiadał jej o sobie, o jego wcześniejszym życiu, o tym jak terroryzował go ojciec i pozbawił normalnego dzieciństwa, wpajając mu swoje niepoprawne poglądy. Opowiedział jej całą historię związaną ze służbą Czarnego Pana. Jak to wszystko się zaczęło i jak udało mu się to skończyć. Mówił też o tym jak Voldemort groził, że zabije jedyną osobę, na której aktualnie mu zależało i która naprawdę go kochała, czyli jego matkę i na końcu opowiedział o tym jak niedawno wyrzekł się ojca i opuścił swój dom rodzinny, na zawsze. Dziewczynie zrobiło się bardzo żal chłopaka. Bardzo chciała jakoś go pocieszyć, ale wszystko co przychodziło jej do głowy było żałosne i tandetne. Jednak blondyn przerwał dzielącą ich, krępującą ciszę i zaczął wypytywać się i interesować życiem dziewczyny. Gryfonka zaczęła opowiadać zasłuchanemu chłopakowi o swoich rodzicach i o wszystkim co było po dostaniu listu z Hogwartu. Draco uśmiechnął się widząc radość dziewczyny, która malowała się na jej twarzy podczas, gdy wspominała o miłych wspomnieniach sprzed kilku lat. W końcu opowiedziała mu nawet o poszukiwaniu horkruksów. Chłopak słuchał jej z wielkim zaciekawieniem dopóki nie doszła do pewnej przygody.
- ... i wtedy znaleźli nas szmalcownicy, jeden z nich zobaczył bliznę Harry'ego i przenieśli nas do twojego domu, a co było dalej tu już wiesz...
W tym momencie zmieniła wyraz twarzy i szybko złapała się za lewą rękę. Dopiero teraz chłopak zrozumiał .. ,,No tak, kochana ciocia Bellatrix" - pomyślał ze złością. Zatrzymał się i nagle złapał lewą rękę dziewczyny i delikatnie przyciągnął do siebie, zanim zdążyła zareagować. Blondyn szybko podciągnął rękaw jej płaszcza i ujrzał wyryty na jej skórze napis ,,Mudblood" [,,Szlama"]. Blizna była bardzo widoczna i dość głęboka. Brązowowłosa szybko wyrwała rękę z jego uścisku i niezręcznie poprawiła płaszcz. Dziewczyna wstydziła się tej blizny i to bardzo. Zawsze starała się ukryć ją pod ubraniami. Nawet w najcieplejsze dni nosiła ubrania z długimi rękawami. Wszystko tylko by zakryć nieszczęsne znamię. Żadne zaklęcia maskujące czy mikstury nie dawały żadnego skutku. Po chwili dziwczyna powiedziała smutnym głosem:
- Robiłam wszystko żeby się jej pozbyć. Czary, eliksiry, a nawet mugolskie sposoby nie podziałały, nic nie daje najmniejszego efektu. - powiedziała cicho starając się stłumić łzy napływające jej do oczu. Nie musiała powtarzać, chłopak usłyszał ją za pierwszym razem.
- Nie dziwię się. Ten nóż, którym Cię torturowała ta wariatka, to stara rodzinna pamiątka rodu Blacków. Przez te wszystkie lata rzucono na niego wiele zaklęć i klątw. Przez to usunięcie blizn po nim jest nie możliwe, chyba, że jest się spokrewnionym z tym rodem.
Hermiona teraz posmutniała jeszcze bardziej niż wcześniej. W tym momencie straciła ostatnią nadzieję jaką miała. Nadzieję, że kiedykolwiek pozbędzie się tej paskudnej blizny. Chłopak od razu wychwycił zmiankę jej nastroju.
- Hej, nie smuć się tak! Zapomniałaś, że przed Tobą stoi syn kobiety, która należała do rodu Blacków?
Dziewczyna patrzyła na niego z wielkimi z niedowierzania oczami, a on tylko się uśmiechnął.
- Naprawdę mógłbyś mi pomóc..?
- Może .. - uśmiechnął się z szyderczym uśmiechem.
- Malfoy.. proszę. Nie wiesz nawet jak długo na to czekałam. - poprosiła z błagalnym spojrzeniem.
- Nie ... - nie zdążył dokończyć, bo szatynka brutalnie mu przerwała.
- Draco! Proszę. - powiedziała nawet nie zdjąc sobie sprawy, że po raz pierwszy w jego obecności użyła jego imienia.
- Granger daj mi dokończyć! Chciałem powiedzieć, że nie w tej chwili, bo potrzebuję kilka rzeczy, ale jutro jak najbardziej mogę ci pomóc.
Zarumieniła się. Trochę za szybko wyrwała się z prośbą, ale to było dla niej naprawdę ważne. Teraz dzięki niemu jedno z jej największych pragnień nareszcie się spełni, pozbędzie się tej nieszczęsnej pamiątki. Miała ochotę rzucić się chłopakowi na szyje i mocno go przytulic ale opanowała się przed ryzykownym uczuciem.
- To może wpadniesz do mnie jutro po południu? Oczywiście o ile masz czas? - powiedziała dość szybko i z szerokim uśmiechem.
- Tak się składa, że mam. To jak, 17? - zaproponował
- Oczywiście. - odparła uradowana dziewczyna.
Wtedy odruchowo spojrzała na zegarek, była już 20. Spacerowali tak jakieś 2 godziny, a nawet nie zdążyli dojść do lodowiska.
- Na Merlina! Już 20! Muszę wracać, Demon już na pewno zgłodniał. Obiecuję Ci, że następnym razem pójdziemy na te łyżwy.
- Odprowadzę Cię. - powiedział z determinacją chłopak.
- Nie trzeba poradzę sobie. - zapewniała dziewczyna.
- I tak muszę wiedzieć gdzie mieszkasz, bo jutro do Ciebie nie trafię, a poza tym jest już ciemno i wolałbym nie zostawiać Cię samej.
- Nie martw się, jestem już duża. Dałabym sobie radę. - powiedziała krzyżując ręce na piersi - Ale rzeczywiście jakoś musisz jutro do mnie trafić, więc chodźmy. Robi się zimno.
Ruszyli więc w stronę wyjścia z parku, który wbrew pozorom był naprawdę wielki. Okazało się że dom Hermiony znajduje się bardzo blisko. Droga do niego zajęła im zaledwie 5 min. Budynek nie był zbyt duży, lecz dla niej w sam raz. Z przodu był idealnie przystrzyżony trawnik i kilka drzew. Po prawej był garaż, a po lewej taras. Cały dom był w czerwonym kolorze z szarym dachem. Doszli już do furtki gdy dziewczyna zatrzymała się i powiedziała:
- No i jesteśmy na miejscu. Dziękuje Ci bardzo za odprowadzenie, no i.. do jutra Draco.
- Nie ma za co. Do jutra.
Przybliżył się nieco i cmoknął dziewczynę w policzek. Zrobił dwa kroki w tył dalej patrząc jej w oczy i teleportował się, zostawiając oniemiałą Hermionę samą.
Zszokowana Gryfona stała jeszcze przez chwilę patrząc w miejsce gdzie przed sekundą stał blądyn, a następnje ruszyła do domu z kompletnym mentlikiem w głowie, za który odpowiedzialny był pewien przystojny Ślizgon.
***
Draco wrócił do swojego nowego apartamentu, który kupił zaraz po odejściu z domu. Otworzył drzwi i wszedł do środka. Mieszkanie było bardzo nowoczesne. Salon połączony z kuchnią w kolorach bieli i czerni z domieszkami szmaragdu, jak przystało na prawdziwego ślizgona. Rozebrał się i wszedł do pomieszczenia, aby przygotować sobie kolację. Pochłonięty był myślami, które kręciły się wokół pewnej uroczej Gryfonki. Po raz pierwszy miał okazję z nią tak normalnie porozmawiać, bo zazwyczaj tylko warczeli na siebie. Musiał przyznać, że nie mylił się. Dziewczyna była naprawdę niezwykła, a rozmowa z nią sprawiała mu wiele przyjemności, której zwykle nie czerpał z rozmowy z żadną inną dziewczyną. Pewnie dlatego, że każda tylko śliniła się na jego widok i trajkotała w kółko o zakupach, paznokciach i ciuchach - aż nieprzyjemne ciarki przeszły mu po plecach, na samo wspomnienie o nich. Natomiast Granger była inna, można z nią było rozmawiać na różne tematy. Od tych inteligentnych rozmów do tych co były aż tak głupie, że nie przestawali się śmiać przez długi czas. Tak czy siak nie dało się z nią nudzić, a do tego była bardzo piękna, jednym słowem ideał.
„Uważaj Smoku bo się jeszcze zakochasz” - szepnął mu jakiś głosik w jego głowie ale on tylko prychnął i skończył jeść wcześniej przygotowaną przez niego sałatkę.
Z takimi myślami ruszył pod prysznic, a potem gdy już się ogarnął poszedł do swojej sypialni. Była ona całkiem duża. Po prawej stało sporych rozmiarów łóżko z czarną pościelą, ściany były pomalowane na ciemno szary kolor. Po lewej znajdowało się wyjście na spory balkon, z którego roztaczał się piękny widok na Londyn. Blondyn był dość zmęczony więc udał się w stronę łóżka, wślizgnął się pod kołdrę i już po chwili zatopił się w objęciach Morfeusza.
***
Oto 1 rozdział mojego opowiadania. Mam nadzieję, że Wam się spodoba. Przyznaję się bez bicia, że czerpałam inspirację z różnych blogów, ale oczywiście większość to był mój pomysł. Osobiście jestem dość z niego zadowolona. Następny rozdział pojawi się wkrótce. Cierpliwości i miłego czytania. Jeśli Wam się spodoba to zostawcie po sobie jakiś ślad. To naprawdę wiele znaczy.
~ Patrycja / Wonderland123
***
Zaczęła się długo wyczekiwana zima.
Wszystko zostało pokryte puszystym, białym puchem.
Świat z każdą chwilą stawał się coraz bardziej bajkowy i magiczny.
Pierwsze dni grudnia okazały się wyjątkowo zimne i śnieżne. Nic nie wskazywało na zmianę pogody. Ulice Londynu opustoszały. Z powodu dużych opadów wiele dróg było nieprzejezdnych. Ludzie z wielką chęcią zostawali w domach ogrzewając się w płomieniach kominka i popijając gorącą czekoladę.
Przez zaśnieżoną, parkową ścieżkę wolnym krokiem przechodził jasnowłosy chłopak - Draco. Bardzo lubił tu przychodzić. Było to idealne miejsce by pomyśleć i odprężyć się. Ostatnimi czasy w jego życiu zmieniło się bardzo dużo. Między innymi dlatego miał bardzo dużo czasu, który poświęcał na wszystko co zawsze chciał zrobić, a czego wcześniej zabraniał mu ojciec. Myślał o życiu, rodzinie, o wszystkim co zmieniło się po wojnie. Wyrzekł się ojca.. Otrzymał spory spadek od dziadka. A odkąd przestał służyć Czarnemu Panu zmienił się takżejego pogląd na świat i innych ludzi. Stał się bardziej tolerancyjny. Przestał gardzić ludźmi biedniejszymi czy nie czystej krwi, a co najważniejsze zdał sobie sprawę, że nie jest niczym lepszy od innych czarodziei tylko dlatego, że był arystokratą z rodu Blacków.
Nagle z głębokiego zamyślenia wyrwało go uderzenie w coś, a raczej w kogoś, a konkretniej w piękną dziewczynę o kasztanowych włosach i głębokich brązowych oczach. Mimo tego, że była drobna i dość niska miała bardzo ładną figurę i wyglądała bardzo kobieco. Obok niej stał przepiękny, dość wysoki jak na swoją rasę, doberman. Zdezorientowana dziewczyna pod wpływem zderzenia wywróciła się na ziemię. Leżała na śniegu łapiąc się za głowę. Blądyn natychmiast oprzytomniał i w następnej chwili znalazł się tuż przy niej. Kucnął przy niej sprawdzając czy wszystko w porządku i bez zastanowienia podał jej rękę.
- Bardzo przepraszam, zamyśliłem się. - powiedział lekko zmieszany chłopak ze szczerym uśmiechem, a następnie pomógł dziewczynie stanąć na nogi.
- Nic się nie stało. To moja wina. Demon zobaczył kota w krzakach, nagle mi się wyrwał i wpadłam prosto na Pana. - powiedziała szatynka czerwieniąc się i podnosząc na niego wzrok ze śmiałym uśmiechem.
Blądyn przyjrzał jej się dokładniej i nagle zamarł. Totalnie go zamurowało. Patrzył dziewczynie w oczy z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Czy to możliwe? Dlaczego spotkał ją właśnie w tym miejscu? Wszędzie rozpoznałby ten głos i piękne, orzechowe oczy. To musiała być Granger. Gryfonka, którą poznał w Hogwarcie. Nie wyglądała ona tak jak dawniej. Owszem, zawsze była ładna ale teraz wyglądała jeszcze lepiej. Odkąd pamiętał była dla niego tylko nic nie wartą szlamą, zwykłą kujonką i to jeszcze z Gryffindoru. Nie zwracał na nią większej uwagi i nigdy nie myślał, że taka osoba mogłaby być ładna. Wcześniej nie potrafił tego dostrzec. A może nawet nie chciał tego zobaczyć.
Przez chwilę oboje tkwili w szoku, lecz pierwszy oprzytomniał chłopak i z braku innego pomysłu wybrnięcia z tej sytuacji odezwał się.
- Hej, kogo ja tu widzę? Czyżby Hermiona? Hermiona Granger?
Jasno włosy uśmiechnął się jeszcze szerzej widząc zaskoczenie dziewczyny widocznie malujące się na jej twarzy. Jednak nie dziwił jej się, w końcu gdyby spotkał na ulicy osobę, która upokarzała go przez tyle lat, a teraz nagle była dla niego miła też byłby zaskoczony. Nie wiadomo dlaczego, gdy ją zobaczył poczuł silną potrzebę naprawienia swoich dawnych błędów i poznania gryfonki, która prawdę mówiąc zawsze go fascynowała. Nigdy się do tego nie przyznał nawet przed samym sobą, bo to napewno uwłaczałoby jego godności. Lecz teraz gdy patrzył na nią, mógł śmiało stwierdzić, źe jest fascynującą osobą. Piękna, pyskata a jednocześnie słodka i cholernie inteligentna. Ta dziewczyna sama w sobie była zagadką.
Gdy szatynka otrząsneła się z pierwszego szoku wykrztusiła:
- M-Malfoy..?
- No chyba mi nie powiesz, że mnie nie poznajesz? - zapytał Ślizgon z uśmiechem.
- Takiej gęby się nie zapomina - odparła lekko zirytowana. - Nie spodziewałam się spotkać tu kogoś znajomego, a co dopiero Ciebie Malfoy.
- Ja tu się staram być miły, a ty tak niegrzecznie się do mnie odzywasz, oj grabisz sobie, nie ładnie Granger.
- Ty Malfoy? Miły? Proszę Cię! Nie rozśmieszaj mnie. - odparła z kpiną wyczuwalną w jej głosie.
- No to jak wyjaśnisz, że właśnie stoje na mrozie, rozmawiam z Tobą, choć wcale nie muszę, w dodatku jestem miły? A i jeszcze pomogłem Ci wstać, a mogłem pójść sobie i zostawić Cię tutaj.
Dziewczyna na zamyśliła się dalej patrząc mu w oczy, lecz po chwili odpowiedziała z jeszcze większą determinacją niż wcześniej:
- A co z Twoją reputacją? Nie martwisz się, że ktoś nas zobaczy? Przecież jestem zwykłą, brudną szlamą. - zapytała blondyna wyrzutem.
- Nie zależy mi już na reputacji, ani na zdaniu innych. Wiele się zmieniło odkąd ostatnim razem się widzieliśmy. To chyba najwyższy czas by zacząć decydować o sobie, nie uważasz Granger?
Już dzisiaj drugi raz ją zaskoczył, ,,Co się z nim stało?", "Naćpał się czegoś, czy co?'' - pomyślała. Chłopak zachowywał sie zupełnie inaczej niż ten stary, ceniczny Malfoy, którego poznała, tak nienawiedziła i który od zawsze nią pomiatał. Swoją drogą wyprzystojniał od ich ostatniego spotkania, co nie oznaczało, że wcześniej wyglądał gorzej. Miał lekko potargane włosy ułożone w artystycznym nieładzie. Ubrany był w ciemną, skórzaną kurtkę. W takim wydaniu najbardziej podobał się szatynce.
- Dobrze się czujesz? Co ty zrobiłeś z Malfoy'em? Od kiedy nie zależy ci na opinii innych?
- Czuję się bardzo dobrze Granger. Zmieniłem się. Już nie jestem taki jak wcześniej.
Widząc jej niedowierzającą minę dodał.
- Wiem co teraz możesz myśleć. Ludzie się nie zmieniają, tylko tak mówią a potem .. bla, bla, bla, ale.. - zamilkł na chwilę - prawda jest taka, że każdy popełnia w życiu błędy i niektórzy starają się je naprawić.
- Dlaczego miałabym ci wierzyć? - odezwała się
- Wiem, że niestety nigdy nie dałem ci powodu żebyś mogła mi teraz uwierzyć w jakiekolwiek kwestii, ale możesz się sama przekonać, że nie kłamię. - powiedział z łobuzerskim uśmiechem.
- A.. a co masz dokładnie na myśli? - zapytała niepewnie.
Była trochę zdenerwowana, co chłopak od razu wychwycił. Nigdy po nim takich słów by się nie spodziewała. Czekając na jego odpowiedź, w jej głowie toczyła się walka między ciekawością a rozsądkiem. Z jednej strony była bardzo ciekawa czy blondyn na prawdę się zmienił i zrozumiał błędy, ale z drugiej strony było jej bardzo ciężko w to uwierzyć, że chłopak mogłby się od tak zmienić.
- No nie wiem.. - po chwili zastanowienia odparł - To może na początek spacer a potem zobaczymy? A może pójdziemy na lodowisko? Jak myślisz?
Brązowo włosa wahała się przed odpowiedzią, a gdy już miała odmówić, Demon nagle, bardzo gwałtownie szarpnął ją w przód. Pies znów zobaczył tego samego kota, przez którego dziewczyna wpadła na Malfoy'a. Miała runąć z hukiem na ziemię, gdy poczuła jak silne ramiona chłopaka łapią ją w talii i podnoszą do góry. Na początku kręciło jej się w głowie i nie wiedziała co się dzieje, lecz po chwili w pełni odzyskała świadomość. Poczuła zapach jego perfum. Stali tak patrząc sobie w oczy, lecz w końcu pierwsza obudziła się dziewczyna i trochę za szybko odsunęła się od chłopaka.
- Dziękuje. - powiedziała czując, że zaczyna się rumienić.
- No wiesz, coś za coś.. - odparł blądyn z tajemniczym uśmiechem.
- Pff.. i to ma być niby ta zmiana?
- Oj, no nie dąsaj się już tylko daj mi skończyć. Po prostu w zamian chciałbym, żebyś poszła ze mną na spacer. Chyba, że chcesz iść na lodowisko? Widzisz, nawet daje Ci wybór. - uśmiechnął się przy tam najbardziej przekonywująco jak potrafił i dodał:
- No nie daj się prosić.. - powiedział błagalnym głosem, którego nigdy w jego wydaniu jeszcze nie słyszała.
Brązowooka dziewczyna doszła do wniosku, że chłopak nie da jej spokoju póki się nie zgodzi. Lepiej mieć to z głowy i iść z nim na to głupie lodowisko. Przynajmniej przez chwilę się odprężę - pomyślała.
- No niech ci będzie. - odparła po chwili.
- To jak Granger? Gdzie idziemy? - zapytał uradowany.
- hmm.. może być to lodowisko.
- No dobra to chodź, idziemy. To kawał drogi.
I tak ruszyli przed siebie. Przechodzili zaśnieżonymi alejkami, a między nimi nie panowała niezręczna cisza, jakiej Hermiona już wcześniej się spodziewała. Rozmawiali całkiem swobodnie. Draco dużo opowiadał jej o sobie, o jego wcześniejszym życiu, o tym jak terroryzował go ojciec i pozbawił normalnego dzieciństwa, wpajając mu swoje niepoprawne poglądy. Opowiedział jej całą historię związaną ze służbą Czarnego Pana. Jak to wszystko się zaczęło i jak udało mu się to skończyć. Mówił też o tym jak Voldemort groził, że zabije jedyną osobę, na której aktualnie mu zależało i która naprawdę go kochała, czyli jego matkę i na końcu opowiedział o tym jak niedawno wyrzekł się ojca i opuścił swój dom rodzinny, na zawsze. Dziewczynie zrobiło się bardzo żal chłopaka. Bardzo chciała jakoś go pocieszyć, ale wszystko co przychodziło jej do głowy było żałosne i tandetne. Jednak blondyn przerwał dzielącą ich, krępującą ciszę i zaczął wypytywać się i interesować życiem dziewczyny. Gryfonka zaczęła opowiadać zasłuchanemu chłopakowi o swoich rodzicach i o wszystkim co było po dostaniu listu z Hogwartu. Draco uśmiechnął się widząc radość dziewczyny, która malowała się na jej twarzy podczas, gdy wspominała o miłych wspomnieniach sprzed kilku lat. W końcu opowiedziała mu nawet o poszukiwaniu horkruksów. Chłopak słuchał jej z wielkim zaciekawieniem dopóki nie doszła do pewnej przygody.
- ... i wtedy znaleźli nas szmalcownicy, jeden z nich zobaczył bliznę Harry'ego i przenieśli nas do twojego domu, a co było dalej tu już wiesz...
W tym momencie zmieniła wyraz twarzy i szybko złapała się za lewą rękę. Dopiero teraz chłopak zrozumiał .. ,,No tak, kochana ciocia Bellatrix" - pomyślał ze złością. Zatrzymał się i nagle złapał lewą rękę dziewczyny i delikatnie przyciągnął do siebie, zanim zdążyła zareagować. Blondyn szybko podciągnął rękaw jej płaszcza i ujrzał wyryty na jej skórze napis ,,Mudblood" [,,Szlama"]. Blizna była bardzo widoczna i dość głęboka. Brązowowłosa szybko wyrwała rękę z jego uścisku i niezręcznie poprawiła płaszcz. Dziewczyna wstydziła się tej blizny i to bardzo. Zawsze starała się ukryć ją pod ubraniami. Nawet w najcieplejsze dni nosiła ubrania z długimi rękawami. Wszystko tylko by zakryć nieszczęsne znamię. Żadne zaklęcia maskujące czy mikstury nie dawały żadnego skutku. Po chwili dziwczyna powiedziała smutnym głosem:
- Robiłam wszystko żeby się jej pozbyć. Czary, eliksiry, a nawet mugolskie sposoby nie podziałały, nic nie daje najmniejszego efektu. - powiedziała cicho starając się stłumić łzy napływające jej do oczu. Nie musiała powtarzać, chłopak usłyszał ją za pierwszym razem.
- Nie dziwię się. Ten nóż, którym Cię torturowała ta wariatka, to stara rodzinna pamiątka rodu Blacków. Przez te wszystkie lata rzucono na niego wiele zaklęć i klątw. Przez to usunięcie blizn po nim jest nie możliwe, chyba, że jest się spokrewnionym z tym rodem.
Hermiona teraz posmutniała jeszcze bardziej niż wcześniej. W tym momencie straciła ostatnią nadzieję jaką miała. Nadzieję, że kiedykolwiek pozbędzie się tej paskudnej blizny. Chłopak od razu wychwycił zmiankę jej nastroju.
- Hej, nie smuć się tak! Zapomniałaś, że przed Tobą stoi syn kobiety, która należała do rodu Blacków?
Dziewczyna patrzyła na niego z wielkimi z niedowierzania oczami, a on tylko się uśmiechnął.
- Naprawdę mógłbyś mi pomóc..?
- Może .. - uśmiechnął się z szyderczym uśmiechem.
- Malfoy.. proszę. Nie wiesz nawet jak długo na to czekałam. - poprosiła z błagalnym spojrzeniem.
- Nie ... - nie zdążył dokończyć, bo szatynka brutalnie mu przerwała.
- Draco! Proszę. - powiedziała nawet nie zdjąc sobie sprawy, że po raz pierwszy w jego obecności użyła jego imienia.
- Granger daj mi dokończyć! Chciałem powiedzieć, że nie w tej chwili, bo potrzebuję kilka rzeczy, ale jutro jak najbardziej mogę ci pomóc.
Zarumieniła się. Trochę za szybko wyrwała się z prośbą, ale to było dla niej naprawdę ważne. Teraz dzięki niemu jedno z jej największych pragnień nareszcie się spełni, pozbędzie się tej nieszczęsnej pamiątki. Miała ochotę rzucić się chłopakowi na szyje i mocno go przytulic ale opanowała się przed ryzykownym uczuciem.
- To może wpadniesz do mnie jutro po południu? Oczywiście o ile masz czas? - powiedziała dość szybko i z szerokim uśmiechem.
- Tak się składa, że mam. To jak, 17? - zaproponował
- Oczywiście. - odparła uradowana dziewczyna.
Wtedy odruchowo spojrzała na zegarek, była już 20. Spacerowali tak jakieś 2 godziny, a nawet nie zdążyli dojść do lodowiska.
- Na Merlina! Już 20! Muszę wracać, Demon już na pewno zgłodniał. Obiecuję Ci, że następnym razem pójdziemy na te łyżwy.
- Odprowadzę Cię. - powiedział z determinacją chłopak.
- Nie trzeba poradzę sobie. - zapewniała dziewczyna.
- I tak muszę wiedzieć gdzie mieszkasz, bo jutro do Ciebie nie trafię, a poza tym jest już ciemno i wolałbym nie zostawiać Cię samej.
- Nie martw się, jestem już duża. Dałabym sobie radę. - powiedziała krzyżując ręce na piersi - Ale rzeczywiście jakoś musisz jutro do mnie trafić, więc chodźmy. Robi się zimno.
Ruszyli więc w stronę wyjścia z parku, który wbrew pozorom był naprawdę wielki. Okazało się że dom Hermiony znajduje się bardzo blisko. Droga do niego zajęła im zaledwie 5 min. Budynek nie był zbyt duży, lecz dla niej w sam raz. Z przodu był idealnie przystrzyżony trawnik i kilka drzew. Po prawej był garaż, a po lewej taras. Cały dom był w czerwonym kolorze z szarym dachem. Doszli już do furtki gdy dziewczyna zatrzymała się i powiedziała:
- No i jesteśmy na miejscu. Dziękuje Ci bardzo za odprowadzenie, no i.. do jutra Draco.
- Nie ma za co. Do jutra.
Przybliżył się nieco i cmoknął dziewczynę w policzek. Zrobił dwa kroki w tył dalej patrząc jej w oczy i teleportował się, zostawiając oniemiałą Hermionę samą.
Zszokowana Gryfona stała jeszcze przez chwilę patrząc w miejsce gdzie przed sekundą stał blądyn, a następnje ruszyła do domu z kompletnym mentlikiem w głowie, za który odpowiedzialny był pewien przystojny Ślizgon.
***
Draco wrócił do swojego nowego apartamentu, który kupił zaraz po odejściu z domu. Otworzył drzwi i wszedł do środka. Mieszkanie było bardzo nowoczesne. Salon połączony z kuchnią w kolorach bieli i czerni z domieszkami szmaragdu, jak przystało na prawdziwego ślizgona. Rozebrał się i wszedł do pomieszczenia, aby przygotować sobie kolację. Pochłonięty był myślami, które kręciły się wokół pewnej uroczej Gryfonki. Po raz pierwszy miał okazję z nią tak normalnie porozmawiać, bo zazwyczaj tylko warczeli na siebie. Musiał przyznać, że nie mylił się. Dziewczyna była naprawdę niezwykła, a rozmowa z nią sprawiała mu wiele przyjemności, której zwykle nie czerpał z rozmowy z żadną inną dziewczyną. Pewnie dlatego, że każda tylko śliniła się na jego widok i trajkotała w kółko o zakupach, paznokciach i ciuchach - aż nieprzyjemne ciarki przeszły mu po plecach, na samo wspomnienie o nich. Natomiast Granger była inna, można z nią było rozmawiać na różne tematy. Od tych inteligentnych rozmów do tych co były aż tak głupie, że nie przestawali się śmiać przez długi czas. Tak czy siak nie dało się z nią nudzić, a do tego była bardzo piękna, jednym słowem ideał.
„Uważaj Smoku bo się jeszcze zakochasz” - szepnął mu jakiś głosik w jego głowie ale on tylko prychnął i skończył jeść wcześniej przygotowaną przez niego sałatkę.
Z takimi myślami ruszył pod prysznic, a potem gdy już się ogarnął poszedł do swojej sypialni. Była ona całkiem duża. Po prawej stało sporych rozmiarów łóżko z czarną pościelą, ściany były pomalowane na ciemno szary kolor. Po lewej znajdowało się wyjście na spory balkon, z którego roztaczał się piękny widok na Londyn. Blondyn był dość zmęczony więc udał się w stronę łóżka, wślizgnął się pod kołdrę i już po chwili zatopił się w objęciach Morfeusza.
***
Boszeee świetnie piszesz ... więcej !!!
OdpowiedzUsuń